Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Nieznalska - raz jeszcze...

   

GeekLogWłaśnie skonczyłam pisać dla francuskiego miesięcznika "Prochoix" artykuł o sprawie Doroty Nieznalskiej, który ma ją przybliżyć francuskim czytelnikom (do dossier o Polsce przygotowanego przez francuską feminsitkę polskiego pochodzenia Monikę Karbowską). I po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że pomimo już 19 (!) rozpraw sądowych "oskarżone" dzieło Nieznalskiej "Pasja", choć znamy je prawie
na pamięć, nie doczekało się prawdziwych analiz i interpretacji. Funkcjonuje ciągle jako "gołe" w pewnym sensie, jakby było zrozumiałe samo przez się. To także dowód na triumf i prymitywizm atakującej prawicy, która nie potrafi walczyć "na" interpretacje.
W tekście, który właśnie napisałam, "pobawiłam" się w wysnuwanie przynjamniej paru wątków interpretacyjnych:

"Instalacja przedstawiała kaseton świetlny w kształcie stalowego równoramiennego krzyża, w który wmontowano zdjęcie bezbronnych męskich genitaliów. Towarzyszył jej film wideo będący rejestracją ćwiczeń męskiego osiłka na siłowni. Przesłanie było jasne; dekonstrukcja obsesji fizycznej na punkcie silnego, umięśnionego ciała, kult siły fizycznej, który każe młodym mężczyznom pasjami i z pasją spędzać godziny na bolesnym, czasami graniczącym z autoagresją, treningu. I wszystko to w imię wywyższenia, świętości, które ma dawać fizyczna przewaga. Albo inaczej - męski autoerotyzm ubrany w religijny kult wojny dominuje naszą cywilizację. Albo - bardziej konserwatywnie: współczesny męski ideał oddalił się od ideału krzyża, ideału Chrystusa niesienia pomocy i ukojenia na rzecz kultu przemocy i iluzyjnej samowystarczalności męskiej omnipotencji. Wszak jedna z poprzednich prac artystki nosiła tytuł "Wszechmoc: rodzaj męsk"(2000) i zapowiadała dekonstrukcję męskiego autoerotyzmu w ćwiczeniach ciała, który w wypadku kobiet zamienia się w przemocową tresurę (Żeński, 2001).
W "Pasji", która po raz pierwszy wypowiada się na temat męskich cierpień, rozważania nad prymatem ciała zbliżono do metafizycznej udręki a symbol męki został obdarzony atrybutami płci (tu korzystam z analizy Małgorzaty Zwolickiej pomieszczonej na stronie Nieznalskiej http://www.spam.art.pl/_old/nieznalska/index.html). Wzajemna relacja tych narzędzi tortur - treningowego "toru przeszkód" i drogi krzyżowej, a więc narzędzi przynależnych mężczyznom i ich wyborom dotyczy, jak się okazuje, także miejsca kobiety. Z pozoru najwyższa ofiara dokonuje się poprzez wolny wybór, wybór, którego dokonanie ludzkość przeznaczyła mężczyźnie. Ale towarzyszy jej "cicha", nieusymboliczniona i realna ofiara z kobiety - odszcepienca, mającej spłonąć na stosie, "zawsze już" winnej (nie chorni jej wbrew pozorom nawet sławna polska kultura rycerska)... Wątki chrystologiczne są z powodów historycznych bliskie kulturze polskiej, praca okazuje się więc mimowolną analizą nie tylko dwóch porządków męskiej władzy; pornograficznego i religijnego, ale głębinową dekonstrukcją polskiej kultury. Zwłaszcza w kontekście histerii, jaką wzbudziła.
Żadna podobna anliza okazała się jednak niemożliwa dla pamiętnej grupy intruzów z LPR-u, którzy wtargnęli do galerii "Wyspa" po zakonczeniu wystawy. Poza całą treścią intelektualną i artystyczną, którą jak pokazali mają za nic, najważniejsza jest fikcyjna "zniewaga krzyża". Nie cofają się przed agresją słowną i fizyczną wobec artystki, która zasłania skrzynię, gdzie spoczywa jej praca, nie pozwalając jej zdemolować"...

Opisuję to zdarzenie kolejny razem i za każdym razem nie mogę się nadziwić jak to w ogóle było możliwe? Nie mówiąc o tym, jakie to smutne...

Aha! Dopisuję nieco później to, o czym zapomniałam - o fenomenie "Moherowych beretów"!. W artykule Sebstiana Łupaka "Atak moherowych beretów" (GW,Duży Format, 7 marca 2005, s.2-3) Nienzalska mówi: "Wyjście z sali, gdzie jakoś chroni mnie powaga sądu, na korytarz, gdzie te babki czekają, to krytyczny moment. Pełna mobilizacja zmysłów. Boję się, że coś mi zrobią. Mimo policjantów mam oczy z tyłu głowy. Napływa na mnie adrenalina i czuję wściekłość. Tłum traktuje mnie jak kozła ofiarnego. Wyładowują na mnie całą swoją frustrację i pretensję do świata. Czuję się upokorzona."
Oraz: "Typowy widz na wokandzie jest kobietą, katolikiem, ma 60-70 lat i niskie dochody, słucha Radia Maryja, ma moherowy beret i takiż szalik, brązowy płaszcz i znoszone buty" (op.cit., s.2.). Jak widać symboliczny system opresji seksualnej niekoniecznie przekłada się na realne wyznaczniki płci. Tu kobiety żądają ofiary z kobiety...Zupełnie jak w opisach Krzywickiej z procesu Gorgonowej ("spragnione krwi megierzyska"...), do którego kiedyś porównałam symboliczny wymiar procesu Nienzalskiej i jego niesprawiedliwość. Wydaje mi się, że także oddzielną sprawą byłaby analiza tego dlaczego "moherowe berety" stają się karykaturą społeczenstwa obywatelskiego? Dlaczego, te, chciało by sie powiedzieć "wykorzystane przez życie" biedne kobiety z niższcyh wartsw społecznych, znajdują cel swojej aktywności w prymitywnych nagonkach? W jaki sposób stały się "żelaznym ramieniem" religijnego polskiego patriarchatu? Machają różancami jak rewolwerami....



Pierwsza w historii polskiej praca przetrzymywana po dziś dzien "w areszcie" magazynu sądowego jako dowód w procesie oskarżenia Doroty Nieznalskiej o "obrazę uczuć religijnych" na podstawie doniesienia trzech prywatnych osób, które poczuły zniewagę w skutek urywków obejrzanych w telewizji...Upokorzona artystka, znieważona kobieta Dorota Nieznalska jako kozioł ofiarny, nasza rodzima Ifigenia nieudolnej polskiej demokracji ("shame on you!")...Panie i Panowie! Polska ciągle niedokonana męka stawania się - "Pasja" (2001)!!!....



fragmenty instalacji Ani Krenz "Kury" z projektu 'Nie lękajcie się!"




A oto mój rarytas!!! Figurka pani w stylu "moherowy beret" przełamana Winstonem Churchilem, zastanawiałam się nawet czy nie ma to być karykatura "feministki"? Figurka ta jest najzwyczajniej w świecie... zabawką dla psa, którą dostałam, a raczej moje psy, w prezencie od znawczyni surrealizmu Agnieszki Taborskiej...Jednak długo z nimi nie zabawiła...




Nieznalska - raz jeszcze...
Autor: Anonymous dnia Saturday, July 01 2006 @ 01:35 PM CEST
a mi się wydaje, że "nie doczekało się prawdziwych analiz i interpretacji", gdyz to byłby dopiero "samobój"; "dziełko" - a raczej wątpliwej jakości wolta intelektualna - jest bowiem mizerne i jako sztuka "nie broni się", co więcej - razi prostotą i wykorzystaniem elementarnych (ogranych) atrybutów.

Własnie nie "istota" (sens) jest tu wątpliwy (tu - niestety - wątpliwosci nie ma), ale reakcje społeczne. "Analiza" (zbyt górnolotne słowo moim zdaniem w stos. do "Pasji") tylko pokazuje mieliznę tej pracy oddając tym samym "pole" przeciwnikom.

może dlatego co "zmyslniejsi" bojownicy o wolność wypowiedzi pomijali "dogłębne" analizowanie oczywistości, jaka jest "Pasja". Dlatego moim zdaniem pokazanie francuskim czytelnikom, dla których wystarczającymi fetyszami są "skrajna prawica", "ograniczanie wolności", etc., s e n s u tej pracki to raczej cios niż punkt dla naszej, nazwijmy rzecz górnolotnie, kultury.

Opis sytuacji - a więc samego f a k t u pokazania pracy dla katolickiego spoleczenstwa kontrowersyjnej, faktu negatywnych reakcji tegoz społeczeństwa, faktu braku wsparcia władzy dla w s z e l k i c h działań art., w końcu - faktu procesu - z pewnością by wystarczył.

pozdrawiam

Nieznalska - raz jeszcze...
Autor: Anonymous dnia Wednesday, July 05 2006 @ 11:40 PM CEST
Agata!
przypominam o tekscie Amselema w obiegu, gdzie podjęty został trud analizy pracy DN. O twoim tekście nawet nie wspominam ;-) Przy okazji wystawy w Poznaniu o Pasji pisał m.in. Stach Szabłowski w Dzienniku, wcześniej Pasja pojawiała się na łamach np. artmixa. pozdr.
am
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.36 sekund