Saturday, July
01 2006 @ 03:23 AM CEST Autor: aa Odsłon:
80
Właśnie skonczyłam pisać dla
francuskiego miesięcznika "Prochoix" artykuł o sprawie
Doroty Nieznalskiej, który ma ją przybliżyć francuskim
czytelnikom (do dossier o Polsce przygotowanego przez
francuską feminsitkę polskiego pochodzenia Monikę
Karbowską). I po raz kolejny zdałam sobie sprawę, że
pomimo już 19 (!) rozpraw sądowych "oskarżone" dzieło
Nieznalskiej "Pasja", choć znamy je prawie na
pamięć, nie doczekało się prawdziwych analiz i
interpretacji. Funkcjonuje ciągle jako "gołe" w pewnym
sensie, jakby było zrozumiałe samo przez się. To także
dowód na triumf i prymitywizm atakującej prawicy, która
nie potrafi walczyć "na" interpretacje. W tekście,
który właśnie napisałam, "pobawiłam" się w wysnuwanie
przynjamniej paru wątków
interpretacyjnych:
"Instalacja przedstawiała
kaseton świetlny w kształcie stalowego równoramiennego
krzyża, w który wmontowano zdjęcie bezbronnych męskich
genitaliów. Towarzyszył jej film wideo będący
rejestracją ćwiczeń męskiego osiłka na siłowni.
Przesłanie było jasne; dekonstrukcja obsesji fizycznej
na punkcie silnego, umięśnionego ciała, kult siły
fizycznej, który każe młodym mężczyznom pasjami i z
pasją spędzać godziny na bolesnym, czasami graniczącym z
autoagresją, treningu. I wszystko to w imię wywyższenia,
świętości, które ma dawać fizyczna przewaga. Albo
inaczej - męski autoerotyzm ubrany w religijny kult
wojny dominuje naszą cywilizację. Albo - bardziej
konserwatywnie: współczesny męski ideał oddalił się od
ideału krzyża, ideału Chrystusa niesienia pomocy i
ukojenia na rzecz kultu przemocy i iluzyjnej
samowystarczalności męskiej omnipotencji. Wszak jedna z
poprzednich prac artystki nosiła tytuł "Wszechmoc:
rodzaj męsk"(2000) i zapowiadała dekonstrukcję męskiego
autoerotyzmu w ćwiczeniach ciała, który w wypadku kobiet
zamienia się w przemocową tresurę (Żeński, 2001). W
"Pasji", która po raz pierwszy wypowiada się na temat
męskich cierpień, rozważania nad prymatem ciała zbliżono
do metafizycznej udręki a symbol męki został obdarzony
atrybutami płci (tu korzystam z analizy Małgorzaty
Zwolickiej pomieszczonej na stronie Nieznalskiej http://www.spam.art.pl/_old/nieznalska/index.html).
Wzajemna relacja tych narzędzi tortur - treningowego
"toru przeszkód" i drogi krzyżowej, a więc narzędzi
przynależnych mężczyznom i ich wyborom dotyczy, jak się
okazuje, także miejsca kobiety. Z pozoru najwyższa
ofiara dokonuje się poprzez wolny wybór, wybór, którego
dokonanie ludzkość przeznaczyła mężczyźnie. Ale
towarzyszy jej "cicha", nieusymboliczniona i realna
ofiara z kobiety - odszcepienca, mającej spłonąć na
stosie, "zawsze już" winnej (nie chorni jej wbrew
pozorom nawet sławna polska kultura rycerska)... Wątki
chrystologiczne są z powodów historycznych bliskie
kulturze polskiej, praca okazuje się więc mimowolną
analizą nie tylko dwóch porządków męskiej władzy;
pornograficznego i religijnego, ale głębinową
dekonstrukcją polskiej kultury. Zwłaszcza w kontekście
histerii, jaką wzbudziła. Żadna podobna anliza
okazała się jednak niemożliwa dla pamiętnej grupy
intruzów z LPR-u, którzy wtargnęli do galerii "Wyspa" po
zakonczeniu wystawy. Poza całą treścią intelektualną i
artystyczną, którą jak pokazali mają za nic,
najważniejsza jest fikcyjna "zniewaga krzyża". Nie
cofają się przed agresją słowną i fizyczną wobec
artystki, która zasłania skrzynię, gdzie spoczywa jej
praca, nie pozwalając jej zdemolować"...
Opisuję
to zdarzenie kolejny razem i za każdym razem nie mogę
się nadziwić jak to w ogóle było możliwe? Nie mówiąc o
tym, jakie to smutne...
Aha! Dopisuję nieco
później to, o czym zapomniałam - o fenomenie "Moherowych
beretów"!. W artykule Sebstiana Łupaka "Atak moherowych
beretów" (GW,Duży Format, 7 marca 2005, s.2-3)
Nienzalska mówi: "Wyjście z sali, gdzie jakoś chroni
mnie powaga sądu, na korytarz, gdzie te babki czekają,
to krytyczny moment. Pełna mobilizacja zmysłów. Boję
się, że coś mi zrobią. Mimo policjantów mam oczy z tyłu
głowy. Napływa na mnie adrenalina i czuję wściekłość.
Tłum traktuje mnie jak kozła ofiarnego. Wyładowują na
mnie całą swoją frustrację i pretensję do świata. Czuję
się upokorzona." Oraz: "Typowy widz na wokandzie
jest kobietą, katolikiem, ma 60-70 lat i niskie dochody,
słucha Radia Maryja, ma moherowy beret i takiż szalik,
brązowy płaszcz i znoszone buty" (op.cit., s.2.). Jak
widać symboliczny system opresji seksualnej
niekoniecznie przekłada się na realne wyznaczniki płci.
Tu kobiety żądają ofiary z kobiety...Zupełnie jak w
opisach Krzywickiej z procesu Gorgonowej ("spragnione
krwi megierzyska"...), do którego kiedyś porównałam
symboliczny wymiar procesu Nienzalskiej i jego
niesprawiedliwość. Wydaje mi się, że także oddzielną
sprawą byłaby analiza tego dlaczego "moherowe berety"
stają się karykaturą społeczenstwa obywatelskiego?
Dlaczego, te, chciało by sie powiedzieć "wykorzystane
przez życie" biedne kobiety z niższcyh wartsw
społecznych, znajdują cel swojej aktywności w
prymitywnych nagonkach? W jaki sposób stały się
"żelaznym ramieniem" religijnego polskiego patriarchatu?
Machają różancami jak rewolwerami....
Pierwsza w historii polskiej praca
przetrzymywana po dziś dzien "w areszcie" magazynu
sądowego jako dowód w procesie oskarżenia Doroty
Nieznalskiej o "obrazę uczuć religijnych" na podstawie
doniesienia trzech prywatnych osób, które poczuły
zniewagę w skutek urywków obejrzanych w
telewizji...Upokorzona artystka, znieważona kobieta
Dorota Nieznalska jako kozioł ofiarny, nasza rodzima
Ifigenia nieudolnej polskiej demokracji ("shame on
you!")...Panie i Panowie! Polska ciągle niedokonana męka
stawania się - "Pasja" (2001)!!!....
fragmenty instalacji Ani Krenz "Kury"
z projektu 'Nie lękajcie się!"
A oto mój rarytas!!! Figurka pani w
stylu "moherowy beret" przełamana Winstonem Churchilem,
zastanawiałam się nawet czy nie ma to być karykatura
"feministki"? Figurka ta jest najzwyczajniej w
świecie... zabawką dla psa, którą dostałam, a raczej
moje psy, w prezencie od znawczyni surrealizmu Agnieszki
Taborskiej...Jednak długo z nimi nie zabawiła...
Nieznalska - raz jeszcze...
Autor: Anonymous dnia Saturday, July 01 2006 @ 01:35 PM
CEST
a mi się wydaje, że "nie doczekało
się prawdziwych analiz i interpretacji", gdyz to byłby dopiero
"samobój"; "dziełko" - a raczej wątpliwej jakości wolta
intelektualna - jest bowiem mizerne i jako sztuka "nie broni się",
co więcej - razi prostotą i wykorzystaniem elementarnych (ogranych)
atrybutów.
Własnie nie "istota" (sens) jest tu wątpliwy (tu -
niestety - wątpliwosci nie ma), ale reakcje społeczne. "Analiza"
(zbyt górnolotne słowo moim zdaniem w stos. do "Pasji") tylko
pokazuje mieliznę tej pracy oddając tym samym "pole"
przeciwnikom.
może dlatego co "zmyslniejsi" bojownicy o
wolność wypowiedzi pomijali "dogłębne" analizowanie oczywistości,
jaka jest "Pasja". Dlatego moim zdaniem pokazanie francuskim
czytelnikom, dla których wystarczającymi fetyszami są "skrajna
prawica", "ograniczanie wolności", etc., s e n s u tej pracki to
raczej cios niż punkt dla naszej, nazwijmy rzecz górnolotnie,
kultury.
Opis sytuacji - a więc samego f a k t u pokazania
pracy dla katolickiego spoleczenstwa kontrowersyjnej, faktu
negatywnych reakcji tegoz społeczeństwa, faktu braku wsparcia władzy
dla w s z e l k i c h działań art., w końcu - faktu procesu - z
pewnością by wystarczył.
pozdrawiam
Nieznalska - raz jeszcze...
Autor: Anonymous dnia Wednesday, July 05 2006 @ 11:40 PM
CEST
Agata! przypominam o tekscie
Amselema w obiegu, gdzie podjęty został trud analizy pracy DN. O
twoim tekście nawet nie wspominam ;-) Przy okazji wystawy w Poznaniu
o Pasji pisał m.in. Stach Szabłowski w Dzienniku, wcześniej Pasja
pojawiała się na łamach np. artmixa. pozdr. am
Własnie nie "istota" (sens) jest tu wątpliwy (tu - niestety - wątpliwosci nie ma), ale reakcje społeczne. "Analiza" (zbyt górnolotne słowo moim zdaniem w stos. do "Pasji") tylko pokazuje mieliznę tej pracy oddając tym samym "pole" przeciwnikom.
może dlatego co "zmyslniejsi" bojownicy o wolność wypowiedzi pomijali "dogłębne" analizowanie oczywistości, jaka jest "Pasja". Dlatego moim zdaniem pokazanie francuskim czytelnikom, dla których wystarczającymi fetyszami są "skrajna prawica", "ograniczanie wolności", etc., s e n s u tej pracki to raczej cios niż punkt dla naszej, nazwijmy rzecz górnolotnie, kultury.
Opis sytuacji - a więc samego f a k t u pokazania pracy dla katolickiego spoleczenstwa kontrowersyjnej, faktu negatywnych reakcji tegoz społeczeństwa, faktu braku wsparcia władzy dla w s z e l k i c h działań art., w końcu - faktu procesu - z pewnością by wystarczył.
pozdrawiam