Friday, June 02 2006 @ 02:43 AM CEST Autor: aa Odsłon: 89
Jeśli chodzi o legendarną
Tamarę, bez której dzisiaj trudno wyobrazić sobie okres
międzywojenny - to tak naprawdę wszystko jest jeszcze do
odkrycia...Taki wniosek można było wyciągnąć z
prezentacji, jaka odbyła się dzisiaj w Instytucie
Polskim z udziałem dwojga komisarzy wystawy w
Boulgone-Billancourt (patrz post przedostatni) -
Michelle Lefrancois et Emmanuelowi Bréonowi. W 1972
roku Alain Blodel, paryski galerzysta, po pięciu latach
przekonywania zmęczonej już wtedy życiem i pracą
malarki, urządził wystawę jej pary prac z okresu lat
20-tych i 30-tych i wszystkie się nieoczekiwanie
sprzedały po małych, w stosunku do dziś osiąganych,
cenach. Młoda grupa entuzjastów, która przygotowała
wtedy wystawę "odkryła" Łempicką przez przedwojenne
publikacje (dwie małe wystawy, które artystka miała w
Paryżu w okresie 1955-1961 zakończyły się klapą.
Łempicka żyła więc w przekonaniu o swej artystycznej
klęsce).
Tak rozpoczął się wielki come back
Łempickiej, choć trudno tu mówić o "powrocie" - mimo
"salonowego" sukcesu malarka nigdy wcześniej nie była
tak sławna jak przez ostatnie 30 lat (ostatnio sprzedany
obraz osiągnał na aukcji cenę 4 milionów
dolarów)... A jednak i dzisiaj historycy sztuki i
krytycy mają z nią problem. Najsłynniejszy jej
kolekcjonerzy to gwiazdy show-buissnesu: madonna,
Barbara Streisand czy Jack Nicholson (któy słynął z
posiadania obrazu "Adama i Ewa", jedynego dotąd znanego,
na którym Łempicka namalowała męski akt). I okazuje się
też, że ...nie wiele naprawdę o niej wiemy...Na skutek
stylizowania swego życia na legendę, o czym trudno mówić
nawet dzisiaj bez mimowolnego uśmiechu (np. jej wnuczka
wyznała, że w dzieciństwie nie znała słowa "hotel" a
tylko "luksusowy hotel"...Podobnie nie znana jest data
urodzenia jej córki...nawet przez nią samą...) mało
faktów pozostaje pewnych. Łempicka była wręcz dziecinna
w kreowaniu swego wizerunku, który jak się mu przyjrzeć
- zaskakuje. Po pierwsze kreowała się na bogatą,
luksusową kobietę, tymczasem malowałą, żeby zarobić na
życie. Rosyjski adwokat, któremu zawdzięcza nazwisko,
nie był zainteresowany zarabianiem pieniędzy, zwłaszcza
na emigracji...Dopiero w połowie lat trzydziestych, gdy
już jest znana, wychodzi za mąż za bogatego węgierskiego
barona Kuffnera. (Legenda głosi, że "ukradła" go
niezwykle wtedy sławnej hiszpańskiej tancerce, którą
portretowała i której podobizna nota bene znajduje się
do dziś na opakowaniu papierosów "Gitanes"...). Bogata
wyzwolona kobieta z jej obrazów była bardziej
pragnieniem i spełnionym marzeniem niż atmosferą, w
której dojrzewała malarka. Zielone bugatti z
najsłynniejszego chyba jej portertu - który dziś powiela
kultura masowa podobnie jak prace Warhola - było tak
naprawdę żółtym renault...Łempicka nie jest urodzoną
księżniczką, a Kopciuszkiem, "glamour"jest formą
(auto-)kreacji. Stąd też prawdopodobnie trudność
przypasowania jej twórczości prądom sztuki. Mówi się, że
w Paryżu uczęszczała na kursy post-impresjonizmu, ale
nie ma na to żadnych dowodów. W latach trzydziestych
mogła chodzić na spotkania surrealistów, tymczasem
przesiadywała w kabaretach, które na planie
artystycznych szlaków nie są uznawane za najważniejsze
itd. itp.
Jednak jej wyczucie obrazu i upodobanie
do pozowania (do stylu reklamy, plakatu) czyni ją
najważniejszą prekursorką kultury wizualnej właściwej
naszym czasom. Łempicka jest więc fundatorką wizualnej
ramy (post?-)nowoczesności na większą pewnie skalę niż
dajmy na to Coco Chanel, z którą zresztą się znała, gdyż
obie w młodości "dorabiały" scenografią i kostiumami
teatralnymi...
W 1972 roku wzbraniała się przed
pokazywaniem prac z lat 30-tych, uznając je za
przestarzałe salonowe portrety. Dziś mówi się o tym, że
jej styl jest unikalny. Ambiwalentnie miesza treści
emancypacyjne z ekspresjonistyczną i opresywną miejską
scenerią drapaczy chmur miasta "przyszłości", jakim był
wtedy Nowy Jork. (Nie wiem czy taka lektura już
powstała, ale się prosi takie rozwinięcie:) tworzy
cyber-kobiety, kobiety-maszyny o stalowych lokach i
geometrycznych ciałach, postacie ery komputerów i
trumfującej technologii, która płynnie łączy się z tym,
co organiczne.
Obecna na sali francuska
publiczność pytała o wpływy polskie w malarstwie
Łempickiej...Nie jest to temat przestudiowany. Wiadomo,
że obraz "Komunia" (patrz w przedostatnim poście)
zdobyła w Warszawie nagrodę nadesłany na konkurs.
"Wszystko jest jeszcze do odkrycia - mówił Emmanuel
Béron na zakończenie (nota bene autor tekstu
"Tamaromania" o internetowym szaleństwie związanym z
Łempicką)- czekamy na polskie rozprawy na ten temat. Na
wielką wystawę Tamary Łempickiej w Warszawie."
Na
razie jasne jest, że te obrazy inspirują środowisko mody
i showbuissnesu. Podobnie jest pewne, że najsłynniejszą
"Tamaromaniaczką" jest Madonna, która uczyniła z jednego
z obrazów artystki emblemat swego tournee "Blond
Attitude" (narażając się na proces sądowy z rodziną
artystki ze względu na zmianę niektórych elementów w
rzutowanym na scenę gigantycznym obrazie). Wiadomo
także, że marka perfum "Lolita Łempicka" nie ma z
malarką nic wspólnego - stanowi po prostu zastrzeżony w
sądzie, więc nienaruszalny, amalgamat modnego imienia i
modnego (polskiego!) nazwiska....
Saint Moritz, 1929
wystawa w
Boulogne-Billancourt - powiększone zdjęcie nieznanego
autora, zatytułowane "Tamara siedząca, z obrazem w
ręku", 1941 (25,2 x 20,3 cm)
Portret Suzy
Solidor, 1933
fototapeta z atelier Łempickiej,
zaprojektowane przez Malleta-Stevensa i udekorowane
przez Adriannę Górską - siostrę artyski (pokazywane np.
w starej francuskiej kronice filmowej jako przykład
nowoczesnego wnętrza nowoczesnej kobiety)
Zielone
bugatti ("które okazało się żółtym renault..."),