Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Rojalistyczny feminizm?: Marie Antoinette i Sofia Coppola

   

GeekLogRównocześnie z premierą w Cannes na ekrany kin wszedł w Paryżu najnowszy film Sofii Coppoli "Marie Antoinette"...Mimo historycznego kostiumu amerykańska reżyserka kontynuuje wątki rozpoczęte w poprzednich filmach "Virgine's Sucides" i "Lost in Translation" - dlaczego kobieta? i dlaczego musi zginąć? (Chciało by się zapytać parafrazując tytuł jednego z feministycznych wykładów, jaki na ten temat usłyszałam jeszcze w Polsce...) Po "niemożliwym" dojrzewaniu nastolatki i zagubieniu młodej mężatki Coppola portertuje królową Francji również jako ...zagubioną kobietę, na którą Historia wyda niesprawiedliwy wyrok...Dość powiedzieć, że we Francji tak "swobodne" potraktowanie tematu wywołuje oburzenie...Nie tylko porgramy telewizyjne, gazety, ale nawet jak przyszło mi stwierdzić ...blogi nie zostawiają na filmie suchej nitki...Pokaz w Cannes podobno zakończył się gwizdami...
Maria-Antonina Coppoli to nie tylko współczesna nastolatka z bogatej dzielnicy Kalifornii, która zagubienie odreagowuje frenetycznym shopingiem i bulimią (Maria-Antonina, gdy przybyła do Wersalu miała 14 lat). To także kobieta niesłusznie skazana przez rewolucję na przedwczesną śmierć i "czarną legendę"...Wszak jedno z najokrutniejszych zdań w dziejach Europy:"nie mają chleba, to niech jedzą ciastka", które przypisywano francuskiej królowej, nigdy nie padło...Wymyśliła je bulwarowa legenda, poprzedniczka prasy typu "people".
Maria-Antonina w wykonaniu Kirtsen Dunst, w swym skansenie na tyłach Wersalu otoczona barankami i kurami jest nie tylko prekusorką sentymentalizm...ale pozuje na pionierkę ekologii...A wszystko w estetyce prawie "Sex Pistols"...Nie tylko Vivienne Westwood przeszła "bezpiecznie" (?) tę drogę - od kreatorki stylu "punk" do designerki brytyjskiej arystokracji...Także film Coppoli wpisuje w centrum rojalistycznej legendy - "uciśnienie"..."Ona się nudzi, a więc dużo wydaje, lansuje nowe mody ubraniowe i fryzury..." - mówiła reżyserka na konferencji prasowej...Niektórzy dopatrują się w filmie akcentów autobiograficznych - dzieciństwa Sofii na dworze Króla-Ojca, wielkiego Coppoli...Sama we wczesnej młodości próbowała swych sił jako stylistka i do dziś uchodzi za "Victim Fashion" - bogatą ciuchomankę w stylu "Sex in the City" (w poście "Sasnal a moda" zamieściłam plakat reklamowy Marca Jacobsa ze zdjęciem Sofii Coppoli...).
Zainspirowana książką Stefana Zweiga, reżyserka podaje jako główne źródło inscenizacji filmu książkę brytyjskiej pisarki historycznej Antonii Frazer...Mnie najbardziej uderzyła uparta i - nie przeczę - całkowicie przekonująca siła pokazywania kobiet zawsze nieprzystosowanych i w rozminięciu z rzeczywistością, która zdaje się z nimi - ich potrzebami, stylem myślenia i sposobem rozwoju - nie liczyć...Gorzka feministyczna lekcja...A cóż jeśli rojalistyczna?
Ostatnia scena filmu pokazuje Wersal zniszczony przez rewolucjonistów - zniszczone lustra i kandelabry bolą jak zniszczone marzenia...Wizja a la Krasiński...Bo właśnie ten film jest rodzajem wizji a nie historycznej lekcji. Menueta tańczy się tu do muzyki rockowej (czasami new romantic), a pary dworskich bucików (zaprojektowane przez kultowego designera Sarah Jessiki Parker - Manolo Blahnika) mieszają się z Conversami....Punk i glamour, XVIII wiek i pop występują na równych prawach w obronie kobiety...I jej prawa do bogactwa? Wstrząsająca scena, w której królowa śpiewa na swej dworskiej scenie prywatengo "sioła" (które zostało utworzone nieopodal Wersalu i które można zwiedzać do dzisiaj) przebrana za slugę z miotłą i w chusteczce...Zaczęłam się zastanawiać czy moje odwieczne poglądy na temat klas społecznych nie są zwykłymi uprzedzeniami...Ta scena powinna urągać wszystkiemu co wiemy na temat biedy i bogactwa, a jednak tak się nie dzieje...

Gdy jako studentka pracowałam w Wersalu jako opiekunka do dzieci, udałam się raz wraz z siostrą mojej "patronki" i jej dziećmi oraz mymi podopiecznymi na spacer do skansenu Marii-Antoniny...Pamiętam, że gdy zaczęła ona mówić, że Maria-Antonina była dobra i kochała ludzi i zwierzęta...pomyślałam, że Francuzki czasami naprawdę niczego nie rozumieją...Tymczasem film Coppoli właśnie mówi nam coś takiego...Czasami nawet rojalizm może być wywrotowy...Nie wiem czy mit założycielski współczesnej Francji - rewolucja - wytrzyma taką próbę...Ja dzisiaj przyznaję tamtej kobiecie - i Coppoli - rację...Po tym filmie ma się wrażenie, że Historia obchodzi się czasami (jesli nie często)z kobietami zbyt okrutnie...



początkowy kadr z filmu "Maria Antonina" (2006)

"punk-rockowe" litery z plakatu

Sofia Coppola i Kirsten Dunst w ubiegłą środę w Cannes



"Maria Antonina" w koszu...(zdjęcie z jednego z francuskich blogów)

Portret autorstwa pani Vigee-Lebrun z 1785 roku znany jako "Maria Antonina z różą" (jeden z filmowych kadrów pokazuje zresztą królową pozującą znanej malarce - Vigee-Lebrun namalowała około 30 portertów Marii-Antoniny...)





http://cinema.telerama.fr/edito/2941/marieantoinette.jpg

http://www.dvdrama.com/imagescrit/marie_antoinette_haut1.jpg

http://www.endi.com/XStatic/endi/images/espanol/anto3.jpg

http://www.lemague.net/dyn/IMG/arton2145.jpg

http://www.abcgallery.com/V/vigeelebrun/vigeelebrun4.JPG

Rojalistyczny feminizm?: Marie Antoinette i Sofia Coppola | 1 komentarzy |
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Marie Antoinette i Sofia Coppola
Autor: Anonymous dnia Wednesday, June 07 2006 @ 11:52 AM CEST
Bylam na premierze w Cannes. Francuzi tupali, krzyczeli i gwizdali. W Polsce pisano, ze to z powodu fatalnego poziomu filmu - nic bardziej blednego. Francuzi byli oburzeni pokazaniem M.A. jako kobiety z krwi i kosci, zagubionej i "wcisnietej" w gorset opresyjnej kultury Wersalu. A to przeciez ona sama byla winna wybuchowi oczywszczajacej Rewolucji! ;) Film nie jest najlepszy, ale feministyczny, owszem, owszem...
Joanna
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.40 sekund