Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Jak tańczyć? Choreografie...Jacques'a Derridy

   

GeekLogTekst "Choreografie" jest jednym z najważniejszych miejsc, w ktorym Derrida wypowiada się na temat "seksualnej różnicy". Ma on formę wywiadu z Christie V. McDonald. W pierwszym pytaniu na temat "miejsca kobiet" cytuje ona zdanie amerykańskiej nie-konformistycznej feministki z końca XIX i początku XX wieku Emmy Goldman, wypowiedziane pod adresem ruchu kobiecego: "Jeżeli nie mogę tańczyć, nie chcę być częścią waszej rewolucji". Bez przywoływania kontekstu (jak widać wiedza o historii ruchu kobiecego nie należy do oczywistych...) Derrida decyduje się na "zabawę w niespodziankę", improwizowanie odpowiedzi na te "o wiele za trudne pytania". Non-konformistyczna feministka miałą odwagę i śmiałość narzucić swoje wątpliwości i warunki ruchowi kobiecemu, co jest już samo w sobie dobrym znakiem, znakiem życia, znakiem "tańca"...

...czytaj nizej...

"Why I love Derrida? Because he loves..." - pisze Anne E. Berger w swoim eseju "Sexing DifferAnce". "Taniec" nie jest słowem z tradycyjnego języka filozoficznego, jest przemieszczony podobnie jak Derrida stara się przemieścić pytanie McDonald. Dlaczego "nowa" myśl o "miejscu kobiety", nowy krok - miałyby podlegać tej "lokalnej" obsesji? Być może ten krok to właśnie przemieszczenie samej idei miejsca, tańczenie inaczej? Tańczenie to zmiana miejsca, przemieszczanie się, rekonfiguracja i dekonfiguracja - stawiania króków inaczej niż w codzienny, zwykły sposób. Tańczenie to sposób innego chodzenia, "differing/deffering", a "differAnce" to rodzaj nowego tańca - "dance" (angramatycznie po angielsku), nowego lub raczej nieznanego przed Derridą. "Czytanie tańczącego Derridy wymaga kręcenia się w tańcu - wraz z nim." Let's dance? Zaproszenie do tańca do prze-pisanie seksualnej róznicy w "seksualną różnię" ("sexual differAnce"). Przekroczenie seksDualności. Dlaczego zachować określenie "seksualna różnica" a nie dominujące dzisiaj "genderowa konstrukcja"? Sexualis po łacinie pochodzi o secare, scetum czyli "ciąć". To być odciętym od kogoś, od czegoś, być wyciętym na swój sposób. "Seksualna różnica" odwołuje się lingiwstycznie i historycznie do rzeczy, których "gender" nie przywołuje. Otwiera się
jak wrota Sezamu na psychiczne archiwa cięcia, podziału, oddzielenia - kastracji? - przywołuje słowo "seks", w znaczeniu uprawiania miłości i płci. Seks, podział na płcie jest warunkiem miłości i tańca, "święta seksualnej różnicy", wznoszącego różnice nie tylko pomiędzy podmiotami, ale także wewnątrz nich, czyniąc niemożliwym końcowe określenia tożsamości, ostateczne uznanie, kto mówi lub śpiewa poza "chórem poplatanych głosów". Derrida wymyśla na nowo miłość w marzeniu o innych seksualnych możliwościach. Derridy taniec miłosny...To głosy, nie podmioty i nie ciała tańczą inną seksualną choreografię. Filozof mniej tematyzuje związek między działaniem seksualnej różni (differAnce) a miłością a bardziej je w swym rozumowaniu uprawia. Uprawia nie tyle dyskurs o miłości, co dyskurs miłości. Taniec seksualnej różni i seksualna różnia jako taniec wyznacza nie tylko pewien możliwy materializm ciał, które mogą nadejść, czy możliwy realizm, ale raczej kiedy pisze o pisaniu i kiedy myśli o seksualnej różni, kiedy upłciawia (useksualnia) różnię w pisaniu, przywołuje wielość niespojnych par miłosnych i namiętnych pojęć...



przez chwilę tańczyliśmy z Sarmenem w pianie, podczas bicia piany, po wernisażu jego wystawy o wyborach politycznych - widać jak lubiłam LE Madame (wrzesień 2005)

zdjecie PeNeZo

Opublikowany w 1982 roku w amerykańskim piśmie "Diacritics" i przedrukowany 10 lat później po francusku w książce "Points de suspension" ("Wielokropek") tekst "Choreografie" jest jednym z najważniejszych miejsc, w ktorym Derrida wypowiada się na temat "seksualnej różnicy". Ma on formę wywiadu z Christie V. McDonald. W pierwszym pytaniu na temat "miejsca kobiet" cytuje ona zdanie amerykańskiej nie-konformistycznej feministki z końca XIX i początku XX wieku Emmy Goldman, wypowiedziane pod adresem ruchu kobiecego: "Jeżeli nie mogę tańczyć, nie chcę być częścią waszej rewolucji".
Bez przywoływania kontekstu (jak widać wiedza o historii ruchu kobiecego nie należy do oczywistych...) Derrida decyduje się na "zabawę w niespodziankę", improwizowanie odpowiedzi na te "o wiele za trudne pytania". Non-konformistyczna feministka miałą odwagę i śmiałość narzucić swoje wątpliwości i warunki ruchowi kobiecemu, co jest już samo w sobie dobrym znakiem, znakiem życia, znakiem "tańca"...Filozof zastnawia się czy już wtedy feminizm miał w sobie "matrycę" tego, czym stanie się w przyszłości, w Europie i poza nią - formą walki feministycznej (z jej strategią, aliansami, radykalizmem, teorią, dyskursem, pisaniem...) w swym wymiarze jakościowym, swymi postępami i masami, które poruszy..."Ten postęp wprowadza nowe typy badań historycznych, nowe formy lektury, odkrycie nowego korpusu tekstów, dotąd nieznanego, to znaczy rozproszonego i zmarginalizowanego". Feministyczna przeszłość to przeszłość "cicha". Lecz "wychodząc z ciszy" ruch feministyczny chyba będzie musiał zrezygnować z całej łatwości "postępowicza" w ocenie własnej historii. Gdyż jeśli jej zaufa - "wszystko zapadnie się, zaleje, zaciemni w tej samej rzece (zhomogenizowane, wysterylizowane) męskiej historii, z jej starym marzeniem przywłaszczania, "wyzwolenia", autonomii, opanowania umiejętności, króko mówiąc w pochodzie metafizyki i techniki."..."I nudą - wszędzie, gdzie ten program dowodzi". "Być może kobieta nie ma historii nie tylko z powodu "wiecznej kobiecości", ale także dlatego, że można samemu, samej stawić opór, oddalić sie (aby tańczyć, w szczególności) od pewnej historii, w jaką na ogół wpisuje się rewolucję, a przynajmniej jej "koncept", historii jako ciągłego procesu, który trwa pomimo rewolucyjnego załamania, historii zorientowanej przez ruch feministyczny w stronę ponownego przywłaszczenia jej własnej esencji, jej własnej różnicy, jej "prawdy"." Nie-konformistyczna feministka była gotowa, by z tym zerwać (z powszechnym konsensusem dogmatycznym i poważnym, który mówi w imieniu rewolucji i historii) przede wszystkim z powodu nudy, ale też przez upodobanie do tańczenia.
"Miejsce kobiet" odsyła "do domu", "do kuchni". Jakie miało by być nowe "miejsce kobiet"? "Szczerze mówiąc nie wiem. Nie sądzę bym opisał to miejsce, będę się tego wystrzegał." Każda próba topografii - czy nie boicie się tego - odeśle nas w końcu "do domu lub do kuchni" lub do innego miejsca stałego przebywania jak w języku francuskim (i polskim) określa się zakłady karne. "Dlaczego musi być jakiejś miejsce kobiet? I dlaczego jedno, tylko jedno, i tylko esencjalistyczne?"
Nie ma miejsca dla kobiet...Nie jest to myśl anty-feministyczna, ale i nie feministyczna. "Lecz wydaje mi się ona wierna, na swój sposób, pewnej afirmacji kobiet, czemuś bardziej afirmatywnemu i "tańczącemu", jak mówi 'maverick feminist' (nie-konformistyczna feministka - AA), w przemieszczeniu kobiet". Mówiąc językiem Nietzschego - czy nie istnieje pewien rodzaj feminizmu rekatywnego (reagującego?), któremu pewna historyczna konieczność nadaje władzę w walce społecznej? To jego przekreśla Nietzsche a nie kobietę czy kobiety. Nietzsche daje kobietom, a zwłaszcza feminizmowi, scenę podzieloną, pełną sprzeczności. Jej typowe cechy powinny być niestałe i przeciwstawne, niezdecydowane, każda przerwa w lekturze umieszcza się w jej przeciwnym sensie, "w 'sensie', który staje się automatycznie kontra-sensem". Odrzucenie hermeneutyki. Przemieszczenie miejsc i ciał. Warunki, w jakich rozwija się walka kobiet (ekonomiczna, ideologiczna, polityczna) wymagają na wcześniejszym etapie koniecznego podtrzymania presupozycji metafizycznych, które umiemy w etapie póżniejszym, lub w innym miejscu, zakwestionować, ponieważ należą one do systemu, który 'praktycznie' dekonstruujemy. 'Ta wielość miejsc, momentów, form, sił nie oznacza zawsze popadnięcia w relatywizm, empiryzm czy sprzeczność." Jak oddychać w tej wielości rytmów i kroków? Jak tańczyć?
Czy mamy myśleć "differAnce" (różnię) "przed" seksualną różnicą czy rozpoczynając od niej? Jeżeli określamy różnicę seksualną w 'opozycji' w sensie dialektycznym to jak byśmy wszczynali wojnę płci (z jej przewidzianym końcem zwycięstwa męskiej płci). Określenie różnicy w opozycji naprawdę wymazuje różnicę seksualną. "Opozycja dialektyczna 'neutralizuje' czyli "odsłania" różnicę". W każdej neutralizacji drzemie fallocentryzm. "Te paradoksy są dzisiaj bardziej znane. I ten fallocentryzm szczyci się czasem tu i tam jednym ozdobnikiem: pewnym feminizmem. Podobnie fallocentryzm z homoseksualizmem może iść, jeśli mogę powiedzieć, w parze, i rozumiem te słowa w sensie bardzo szerokim i radykalnym, czy chodzi o homoseksualizm kobiecy czy męski."
Kim jesteśmy seksualnie? Głos powinien sam się podzielić, aby wypowidzieć co jest tu do powiedzenia i do pomyślenia. "Żaden dyskurs monologiczny - i rozumiem to także jako mono-seksualny - nie może dominować, jedynym głosem, jedynym tonem przestrzeni tego polmroku ..."Poczułem konieczność chóru tekstu choreograficznego podpisanego za każdym razem sygnaturą poliseksualną, a nie poprawnej neutralności seksulanej zapewne najmniej podejrzanej dla fallocentryzmu czy gino-centryzmu ryzykującego unieruchomienie w ciszy, skolonizowanie, zatrzymanie, zunifikowanie na sposób subtelny i wysublimowany tego, co pozostaje bez wątpienia nieredukowalnie dyssymetryczne. Bardziej dosłownie - pewna dyssymetria jest bez wątpienia prawem różnicy seksualnej i stosunku do innego w ogóle (móiwę to przeciwko pewnej przemocy "płaskości" demokratycznej, homogeniczności, w każdym razie przeciwko pewnej ideologii demokratycznej), ale dyssymetria, o której wspominam jest jeszcze, nie powiem, że znowu na swoją kolej symetryczna, co mogło by się wydać absurdalne, ale podwojeniem, bilateralnie nadmiernym, jak rodzaj nadmiaru wzajemnego, godnego szacunku i szanującego. Być może ta podwójna dyssymetria dotyka znanych oznaczeń, mówiąc metaforycznie gramatyki i ortografii seksualności." Być może zbliżamy się tutaj do strefy relacji z innym, w której kody seksualnych odznaczeń nie były by dyskryminujące? Relacji nie a-seksualnej, daleko od tego, ale seksualnej inaczej? Ponad binarną różnicą, ponad opozycją męskie/żeńskie, ponad biseksualnością, homoseksualnością i heteroseksualnością? "Marząc przynajmniej o szansie ocalenia tego pytania chciałbym wierzyć w wielość naznaczonych seksualnie głosów, w tę nieokreśloną liczbę głosów...w ten ruch oznaczeń seksualnych nie zidentyfikowanych, w które może choreografia wprowadzić ciało każdej "jednostki", przemierzyć je, podzielić, pomnożyć, niezaleznie czy zaklasyfikowane jako "mężczyzna" czy jako "kobieta" wedle obowiązujących kryteriów. Oczywiście nie jest niemożliwe, że pragnienie seksualności nieprzeliczonej może nas obronić przed - jak sen - nieubłaganym przeznaczeniem, które ściera wszystko w ciągłej powtarzalności liczby 2." Czym będzie taniec? Jeśli wymienilibyśmy płcie w nieskończoną liczbę, a prawo płci w bardzo różne rytmy? Wymiana prawdę mówiąc na pewno nie wystarczy, gdyż pragnienie próbuje zawsze uciec jedynej kombinacji i wymyśla niezliczone choreografie."

Jak tańczyć? Choreografie...Jacques'a Derridy | 1 komentarzy |
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
Jak tańczyć? Choreografie...Jacques'a Derridy
Autor: Anonymous dnia Wednesday, May 24 2006 @ 12:03 AM CEST
Wszyscy kochamy Sarmena!
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.33 sekund