Tuesday, May 23 2006 @ 04:26 AM CEST Autor: aa Odsłon: 246
Tekst "Choreografie" jest
jednym z najważniejszych miejsc, w ktorym Derrida
wypowiada się na temat "seksualnej różnicy". Ma on formę
wywiadu z Christie V. McDonald. W pierwszym pytaniu na
temat "miejsca kobiet" cytuje ona zdanie amerykańskiej
nie-konformistycznej feministki z końca XIX i początku
XX wieku Emmy Goldman, wypowiedziane pod adresem ruchu
kobiecego: "Jeżeli nie mogę tańczyć, nie chcę być
częścią waszej rewolucji". Bez przywoływania kontekstu
(jak widać wiedza o historii ruchu kobiecego nie należy
do oczywistych...) Derrida decyduje się na "zabawę w
niespodziankę", improwizowanie odpowiedzi na te "o wiele
za trudne pytania". Non-konformistyczna feministka miałą
odwagę i śmiałość narzucić swoje wątpliwości i warunki
ruchowi kobiecemu, co jest już samo w sobie dobrym
znakiem, znakiem życia, znakiem
"tańca"...
...czytaj nizej...
"Why I love
Derrida? Because he loves..." - pisze Anne E. Berger w
swoim eseju "Sexing DifferAnce". "Taniec" nie jest
słowem z tradycyjnego języka filozoficznego, jest
przemieszczony podobnie jak Derrida stara się
przemieścić pytanie McDonald. Dlaczego "nowa" myśl o
"miejscu kobiety", nowy krok - miałyby podlegać tej
"lokalnej" obsesji? Być może ten krok to właśnie
przemieszczenie samej idei miejsca, tańczenie inaczej?
Tańczenie to zmiana miejsca, przemieszczanie się,
rekonfiguracja i dekonfiguracja - stawiania króków
inaczej niż w codzienny, zwykły sposób. Tańczenie to
sposób innego chodzenia, "differing/deffering", a
"differAnce" to rodzaj nowego tańca - "dance"
(angramatycznie po angielsku), nowego lub raczej
nieznanego przed Derridą. "Czytanie tańczącego Derridy
wymaga kręcenia się w tańcu - wraz z nim." Let's dance?
Zaproszenie do tańca do prze-pisanie seksualnej róznicy
w "seksualną różnię" ("sexual differAnce").
Przekroczenie seksDualności. Dlaczego zachować
określenie "seksualna różnica" a nie dominujące dzisiaj
"genderowa konstrukcja"? Sexualis po łacinie pochodzi o
secare, scetum czyli "ciąć". To być odciętym od kogoś,
od czegoś, być wyciętym na swój sposób. "Seksualna
różnica" odwołuje się lingiwstycznie i historycznie do
rzeczy, których "gender" nie przywołuje. Otwiera
się jak wrota Sezamu na psychiczne archiwa cięcia,
podziału, oddzielenia - kastracji? - przywołuje słowo
"seks", w znaczeniu uprawiania miłości i płci. Seks,
podział na płcie jest warunkiem miłości i tańca, "święta
seksualnej różnicy", wznoszącego różnice nie tylko
pomiędzy podmiotami, ale także wewnątrz nich, czyniąc
niemożliwym końcowe określenia tożsamości, ostateczne
uznanie, kto mówi lub śpiewa poza "chórem poplatanych
głosów". Derrida wymyśla na nowo miłość w marzeniu o
innych seksualnych możliwościach. Derridy taniec
miłosny...To głosy, nie podmioty i nie ciała tańczą inną
seksualną choreografię. Filozof mniej tematyzuje związek
między działaniem seksualnej różni (differAnce) a
miłością a bardziej je w swym rozumowaniu uprawia.
Uprawia nie tyle dyskurs o miłości, co dyskurs miłości.
Taniec seksualnej różni i seksualna różnia jako taniec
wyznacza nie tylko pewien możliwy materializm ciał,
które mogą nadejść, czy możliwy realizm, ale raczej
kiedy pisze o pisaniu i kiedy myśli o seksualnej różni,
kiedy upłciawia (useksualnia) różnię w pisaniu,
przywołuje wielość niespojnych par miłosnych i
namiętnych pojęć...
przez chwilę tańczyliśmy z Sarmenem w
pianie, podczas bicia piany, po wernisażu jego wystawy o
wyborach politycznych - widać jak lubiłam LE Madame
(wrzesień 2005)
zdjecie
PeNeZo
Opublikowany w 1982 roku w amerykańskim
piśmie "Diacritics" i przedrukowany 10 lat później po
francusku w książce "Points de suspension"
("Wielokropek") tekst "Choreografie" jest jednym z
najważniejszych miejsc, w ktorym Derrida wypowiada się
na temat "seksualnej różnicy". Ma on formę wywiadu z
Christie V. McDonald. W pierwszym pytaniu na temat
"miejsca kobiet" cytuje ona zdanie amerykańskiej
nie-konformistycznej feministki z końca XIX i początku
XX wieku Emmy Goldman, wypowiedziane pod adresem ruchu
kobiecego: "Jeżeli nie mogę tańczyć, nie chcę być
częścią waszej rewolucji". Bez przywoływania
kontekstu (jak widać wiedza o historii ruchu kobiecego
nie należy do oczywistych...) Derrida decyduje się na
"zabawę w niespodziankę", improwizowanie odpowiedzi na
te "o wiele za trudne pytania". Non-konformistyczna
feministka miałą odwagę i śmiałość narzucić swoje
wątpliwości i warunki ruchowi kobiecemu, co jest już
samo w sobie dobrym znakiem, znakiem życia, znakiem
"tańca"...Filozof zastnawia się czy już wtedy feminizm
miał w sobie "matrycę" tego, czym stanie się w
przyszłości, w Europie i poza nią - formą walki
feministycznej (z jej strategią, aliansami,
radykalizmem, teorią, dyskursem, pisaniem...) w swym
wymiarze jakościowym, swymi postępami i masami, które
poruszy..."Ten postęp wprowadza nowe typy badań
historycznych, nowe formy lektury, odkrycie nowego
korpusu tekstów, dotąd nieznanego, to znaczy
rozproszonego i zmarginalizowanego". Feministyczna
przeszłość to przeszłość "cicha". Lecz "wychodząc z
ciszy" ruch feministyczny chyba będzie musiał
zrezygnować z całej łatwości "postępowicza" w ocenie
własnej historii. Gdyż jeśli jej zaufa - "wszystko
zapadnie się, zaleje, zaciemni w tej samej rzece
(zhomogenizowane, wysterylizowane) męskiej historii, z
jej starym marzeniem przywłaszczania, "wyzwolenia",
autonomii, opanowania umiejętności, króko mówiąc w
pochodzie metafizyki i techniki."..."I nudą - wszędzie,
gdzie ten program dowodzi". "Być może kobieta nie ma
historii nie tylko z powodu "wiecznej kobiecości", ale
także dlatego, że można samemu, samej stawić opór,
oddalić sie (aby tańczyć, w szczególności) od pewnej
historii, w jaką na ogół wpisuje się rewolucję, a
przynajmniej jej "koncept", historii jako ciągłego
procesu, który trwa pomimo rewolucyjnego załamania,
historii zorientowanej przez ruch feministyczny w stronę
ponownego przywłaszczenia jej własnej esencji, jej
własnej różnicy, jej "prawdy"." Nie-konformistyczna
feministka była gotowa, by z tym zerwać (z powszechnym
konsensusem dogmatycznym i poważnym, który mówi w
imieniu rewolucji i historii) przede wszystkim z powodu
nudy, ale też przez upodobanie do tańczenia.
"Miejsce kobiet" odsyła "do domu", "do kuchni".
Jakie miało by być nowe "miejsce kobiet"? "Szczerze
mówiąc nie wiem. Nie sądzę bym opisał to miejsce, będę
się tego wystrzegał." Każda próba topografii - czy nie
boicie się tego - odeśle nas w końcu "do domu lub do
kuchni" lub do innego miejsca stałego przebywania jak w
języku francuskim (i polskim) określa się zakłady karne.
"Dlaczego musi być jakiejś miejsce kobiet? I dlaczego
jedno, tylko jedno, i tylko esencjalistyczne?" Nie ma
miejsca dla kobiet...Nie jest to myśl
anty-feministyczna, ale i nie feministyczna. "Lecz
wydaje mi się ona wierna, na swój sposób, pewnej
afirmacji kobiet, czemuś bardziej afirmatywnemu i
"tańczącemu", jak mówi 'maverick feminist'
(nie-konformistyczna feministka - AA), w przemieszczeniu
kobiet". Mówiąc językiem Nietzschego - czy nie istnieje
pewien rodzaj feminizmu rekatywnego (reagującego?),
któremu pewna historyczna konieczność nadaje władzę w
walce społecznej? To jego przekreśla Nietzsche a nie
kobietę czy kobiety. Nietzsche daje kobietom, a
zwłaszcza feminizmowi, scenę podzieloną, pełną
sprzeczności. Jej typowe cechy powinny być niestałe i
przeciwstawne, niezdecydowane, każda przerwa w lekturze
umieszcza się w jej przeciwnym sensie, "w 'sensie',
który staje się automatycznie kontra-sensem". Odrzucenie
hermeneutyki. Przemieszczenie miejsc i ciał. Warunki, w
jakich rozwija się walka kobiet (ekonomiczna,
ideologiczna, polityczna) wymagają na wcześniejszym
etapie koniecznego podtrzymania presupozycji
metafizycznych, które umiemy w etapie póżniejszym, lub w
innym miejscu, zakwestionować, ponieważ należą one do
systemu, który 'praktycznie' dekonstruujemy. 'Ta wielość
miejsc, momentów, form, sił nie oznacza zawsze
popadnięcia w relatywizm, empiryzm czy sprzeczność." Jak
oddychać w tej wielości rytmów i kroków? Jak
tańczyć? Czy mamy myśleć "differAnce" (różnię)
"przed" seksualną różnicą czy rozpoczynając od niej?
Jeżeli określamy różnicę seksualną w 'opozycji' w sensie
dialektycznym to jak byśmy wszczynali wojnę płci (z jej
przewidzianym końcem zwycięstwa męskiej płci).
Określenie różnicy w opozycji naprawdę wymazuje różnicę
seksualną. "Opozycja dialektyczna 'neutralizuje' czyli
"odsłania" różnicę". W każdej neutralizacji drzemie
fallocentryzm. "Te paradoksy są dzisiaj bardziej znane.
I ten fallocentryzm szczyci się czasem tu i tam jednym
ozdobnikiem: pewnym feminizmem. Podobnie fallocentryzm z
homoseksualizmem może iść, jeśli mogę powiedzieć, w
parze, i rozumiem te słowa w sensie bardzo szerokim i
radykalnym, czy chodzi o homoseksualizm kobiecy czy
męski." Kim jesteśmy seksualnie? Głos powinien sam
się podzielić, aby wypowidzieć co jest tu do powiedzenia
i do pomyślenia. "Żaden dyskurs monologiczny - i
rozumiem to także jako mono-seksualny - nie może
dominować, jedynym głosem, jedynym tonem przestrzeni
tego polmroku ..."Poczułem konieczność chóru tekstu
choreograficznego podpisanego za każdym razem sygnaturą
poliseksualną, a nie poprawnej neutralności seksulanej
zapewne najmniej podejrzanej dla fallocentryzmu czy
gino-centryzmu ryzykującego unieruchomienie w ciszy,
skolonizowanie, zatrzymanie, zunifikowanie na sposób
subtelny i wysublimowany tego, co pozostaje bez
wątpienia nieredukowalnie dyssymetryczne. Bardziej
dosłownie - pewna dyssymetria jest bez wątpienia prawem
różnicy seksualnej i stosunku do innego w ogóle (móiwę
to przeciwko pewnej przemocy "płaskości" demokratycznej,
homogeniczności, w każdym razie przeciwko pewnej
ideologii demokratycznej), ale dyssymetria, o której
wspominam jest jeszcze, nie powiem, że znowu na swoją
kolej symetryczna, co mogło by się wydać absurdalne, ale
podwojeniem, bilateralnie nadmiernym, jak rodzaj
nadmiaru wzajemnego, godnego szacunku i szanującego. Być
może ta podwójna dyssymetria dotyka znanych oznaczeń,
mówiąc metaforycznie gramatyki i ortografii
seksualności." Być może zbliżamy się tutaj do strefy
relacji z innym, w której kody seksualnych odznaczeń nie
były by dyskryminujące? Relacji nie a-seksualnej, daleko
od tego, ale seksualnej inaczej? Ponad binarną różnicą,
ponad opozycją męskie/żeńskie, ponad biseksualnością,
homoseksualnością i heteroseksualnością? "Marząc
przynajmniej o szansie ocalenia tego pytania chciałbym
wierzyć w wielość naznaczonych seksualnie głosów, w tę
nieokreśloną liczbę głosów...w ten ruch oznaczeń
seksualnych nie zidentyfikowanych, w które może
choreografia wprowadzić ciało każdej "jednostki",
przemierzyć je, podzielić, pomnożyć, niezaleznie czy
zaklasyfikowane jako "mężczyzna" czy jako "kobieta"
wedle obowiązujących kryteriów. Oczywiście nie jest
niemożliwe, że pragnienie seksualności nieprzeliczonej
może nas obronić przed - jak sen - nieubłaganym
przeznaczeniem, które ściera wszystko w ciągłej
powtarzalności liczby 2." Czym będzie taniec? Jeśli
wymienilibyśmy płcie w nieskończoną liczbę, a prawo płci
w bardzo różne rytmy? Wymiana prawdę mówiąc na pewno nie
wystarczy, gdyż pragnienie próbuje zawsze uciec jedynej
kombinacji i wymyśla niezliczone
choreografie."