Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Recenzje wystawy w Grand Palais

   

GeekLog"Siła sztuki" - pierwsza ogromna wystawa sztuki współczesnej we Francji, o której sporo napisałam tydzień temu (taśmowego posta wieloczęściowego) doczekała się krytyk w prasie. Są one dosyć rozbieżne. W ogóle trzeba zaznaczyć, że środowiska lewicowe nastawione są z dystansem do samej inicjatywy (mówi się o niej: "nacjonalistyczna"), zgłoszonej i przerpwoadzonej przez prawicę i to w chwili jej natarcia. Dominique de Villepin, obecny premier, ogłosił pomysł na dorocznych targach sztuki FIAC w październku ubiegłego roku. I to właśnie jest powodem pierwszego ataku ze strony dziennika "Le Figaro" (12 maja) na wystawę w Grand Palais, która wymagała by o wiele dłuższego przygotowania. "Frustracja przeważała u znacznej części publiczności, która na próżno starała się znaleźć jakiś cel tej tak obiecującej inscenizacji." Same wątpliwości budziła ona wedle krytyka, któremu w dzień wernisażu wystawa przypominałą wielką niedkończoną budowę, pokazującą bez ładu i składu, a zwłaszcza żadnej więzi między nimi - 15 małych pod-wystaw. Wyśmiewa on także de Villepina jako pierwszego premiera, który pomimo jednej z najgorszych pod względem nastrojów społecznych kadencji doczekał się unieśmiertelnienia w "ponurym" portrecie (sic!) pędzla Yana Pei Ming. Już to targi, już to zabyt ułożony "butik mody" - mówiły cytowane wypowiedzi zwiedzających, którzy wedle gazety mieli wychodzić "zawiedzeni i zagubieni". Nawet "mediatorzy" - specjalna służba powołnana w niektórych muzeach, by tłumaczyć publiczności sztukę współczesną, gubili się podobno w wyjaśnieniach. Odwrotnie twierdzi tygodnik "Le Point" (11 maja), który "Siłę sztuki", określoną jako "ExpoVillepin" nazywa "dobrą niespodzianką". Druga po zorganizowanej w 1972 roku w Pompidou narodowa wystawa pokazująca francuską sztukę ma objawiać oblicze Francji jako "starego kraju", który ma niezasłużenia sławę "zmęczonego" i który dysponuje jeszcze paroma "źródłami odnowy domeny kreacji". Jest to raczej "spokojna", ale jednak "siła" prawdziwej sztuki, której brakuje tylko odrobiny śmiałości i bezczelności, jaką mają artyści amerykańscy, by podbić światową scenę... Dziennik "Le Monde" (10 maja) tymczasem ma opinię podzieloną - "w rezultacie nie powstała ani lekcja historii, jaką dają muzea, ani manifest; raczej to rodzaj wielkiego jarmarku, a mniej targu...Nie panorma, a spontaniczna suita..." Wątpliwości budzi wybór artystów, nie tylko niektórzy się powtarzają, ale jest kilka istotnych "braków". Przede wszystkim nie ma znanej i w Polsce Sophie Calle, która będzie prezentować Francję na Biennale w Wenecji w przyszłym roku....(W odzielnym artykule "Le Monde" demaksuje przekręty w organizowaniu przetargów i nieścisłości finansowe...) Mimo wszystko wyróżnione zostają dwa "stanowiska" - "Superobrona" Erica Troncy'ego i "Heimatlos/Dom" Loranda Hegynyia (są to również dwa sporśród trzech, o których napisałam!...). Artykuł kończy się słowami: "Ale ten czar może być niebezpieczny. Zwiedzający, nie przyzwyczajony do galerii i centrów sztuki, amator, który przybył z Londynu lub Berlina, nie znający sytuacji francuskiej sztuki, niestety może się zgubić w powodzi nazwisk i dzieł, bez odniesienia i wytłumaczeń. Przynajmniej zapamięta ten twórczy bałagan - znakt, że we Francji aktywność i kreacja są pomysłowe i aż kipią. A to był główny cel ekspozycji".



Yan Pei Ming, bez tytułu, 2006

Pascale Martine Tayou, Afro, 2006



Andre, bez tytułu

Recenzje wystawy w Grand Palais | 0 komentarzy |
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.32 sekund