Thursday, May 11 2006 @ 02:44 AM CEST Autor: aa Odsłon: 73
Właściwie tak się zastanawiałam
czy nie powinnam opisać bardziej subiektywnie
wczorajszego wernisażu, o którym Adam przypminał mi już
tydzień temu. Umówiliśmy się o 18.30 przed wejściem,
padał deszcz, więc czekałam z parasolem. Ochraniarz
powiedział do mnie: "niech Pani do niego zadzwoni na
komórkę", a ja odrzekłam: "nie mogę, on nie ma komórki,
to jeden z artystów...". Zazwyczaj to ja się spóżniam,
więc spokojnie czekałam jeszcze chwilkę i Adam przyszedł
z Przemo i weszliśmy do środka i na szczęście nie było
kolejki do wejścia, choć wszędzie tłumy...
Jeszcze raz "latający dywan"
Adama
Performance Maji Bajević machającej piłą
przygodnej dziewczynie znad ogromnego chleba - na
pierwszym planie Przemo Wojciechowski
Fragment
żżżżółtej przestrzeni
Adam pokazał nam swoją
pracę wystawioną w części Hou Hanru - fajne miejsce w
sumie pod schodami. Mówił o tej fladze już dawno i od
razu się śmiałam, że "zapolemizuje" z Kieślowskim...I
tak się w sumie stało... Za jego pracą pokazał nam
skrzynie dziewczyny Hansa Ulricha Obrista, a potem
poszliśmy oglądać inne rzeczy, głównie pracę video
jakiejś artystki, która nakręciła azjatyckie dzieci na
pięknym wybrzeżu, które bawią się w "Boga" i rozkazują
innemu chłopcu; "a teraz umyj ręce, zerwij melona,
zbieraj kwiatki, połóż się, śpij, zjedz te kawiatki" .
Śmieszne, urocze i "dziecinnie" proste. Przemo dał nam
foldery ze swej instalacji w Berlinie "Strangers in the
night", która skończyła się miesiąc temu.
Adam
zostawił nas - pewnie widział masy znajomych - i
zaczęliśmy snucie pomiędzy "pawilonami" i pracami, nie
kończące się, rozmamłane snucie, no bo jak to inaczej
wszystko ogarnąć?...Minęliśmy Opałkę, ale ja go nie
poznałam, to Przemo zwrócił uwagę. Zaczęłam robić
zdjęcia - niestety telefonem, bo nie wzięłam aparatu - a
okazało się, że można. Robiliśmy przystanki - na
przykład usiedliśmy na jakiś przeklęcie żółtych schodach
udekorowanych atrapami starodawnych rzeźb i zaczęliśmy
rozmawiać o sztuce i Warszawie...O koteriach, spiskach,
walkach, rywalizacjach - Paryż też z tego słynie. I że
świat się kurczy, chociaż ciągle jest przepaść między
Wschodem a Zachodem, między Polską a Paryżem. I że
jako artysta z Polski robi się zupełnie inaczej karierę
niż jak się mieszka gdzieś indziej na Zachodzie. I że
sztuka polska jest modna, trochę na zasadzie polskiego
żubra (jak wódka żubrówka, którą "tam cały czas piją") -
ja dodałam - polomena, dzikiego Wschodu. Nie ma płynnej
łącznośći między byciem tam, a byciem tu. Tacy Francuzi
w sumie robią wystawę o tym, że można nie być stąd, a i
tak tu przynależeć. W Polsce niejednokrotnie musisz
wybrać - zostałeś czy wyjechałeś, żeby podziały były
ściślejsze. A jeśli mieszkasz na Zachodzie jesteś
otoczony nimbem "świętości", jakiegoś lauru. Te podziały
pozwalają sztucznie tkwić w jakimś przekonaniu, że na
Zachód są drzwi, nie można się swobodnie przemieszczać.
Stąd mit sukcesu na Zachodzie, bez wątpienia bywają
godne podziwu sukcesy, ale często drobne osiągnięcia się
wyolbrzymia. A prawdziwe sukcesy innych, spoza koterii,
umniejsza... Brak nastawienia polemicznego i lęk przed
dyskusją prawdziwą powodują, że prawdziwe systemy
ewaluacji nie mogą się wykluć. I np. taki Foksal
(Fundacja), który wyważa od 50 lat drzwi otwarte na
Zachód... I tak dalej i temu podobne i tak sobie
gdybaliśmy ( w dużej mierze ja...) pośród tej żółci... I
w sumie sama nie wiem czy to wszystko było powiedziane,
czy mi się tylko to śniło...
No i właściwie o
czym jest ta sztuka "francuska"? Właśnie o niczym i
dlatego jest francuska...
W powodzi tych
wszystkich dzieł, potoku ludzi, zobaczyłam nagle tą
niesamowitą kreatywną możliwość. Tworzenie jest niczym i
niczemu jest konkretnie niepotrzebne, tworzenie się
tworzy, tak jak myślenie się myśli, to sprawa "wyboru,
pasji", zupełnie arbitralna. Nadmiar tej nadmiarowej
siły, energia "rozkoszy" (ponad kapitalistyczna - choć
istnieje za tym wszystkim rynek sztuki), kierunek, który
nie jest jednolity. Poli-chaos, który jest po stronie
tego jedynego istniejącego porządku, zanim jeszcze
wszystko nazwiemy. Sztuka wspóczesna poza hermeneutyką,
której ciągle w niej szukam(-y).
A może myślę tak
z perspektywy Polski, gdzie sytuacja polityczna zmusza
być bardziej dosłownym niż by się chciało. Za proste
znaczenia...(A może mylę się w ogóle...Być może mylenie
jest podstawą.)
Sztuka francuska jest oskarżana o
to, że jest za bardzo dsykursywna...