Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Grand Palais - post scriptum

   

GeekLogWłaściwie tak się zastanawiałam czy nie powinnam opisać bardziej subiektywnie wczorajszego wernisażu, o którym Adam przypminał mi już tydzień temu. Umówiliśmy się o 18.30 przed wejściem, padał deszcz, więc czekałam z parasolem. Ochraniarz powiedział do mnie: "niech Pani do niego zadzwoni na komórkę", a ja odrzekłam: "nie mogę, on nie ma komórki, to jeden z artystów...". Zazwyczaj to ja się spóżniam, więc spokojnie czekałam jeszcze chwilkę i Adam przyszedł z Przemo i weszliśmy do środka i na szczęście nie było kolejki do wejścia, choć wszędzie tłumy...




Jeszcze raz "latający dywan" Adama

Performance Maji Bajević machającej piłą przygodnej dziewczynie znad ogromnego chleba - na pierwszym planie Przemo Wojciechowski

Fragment żżżżółtej przestrzeni

Adam pokazał nam swoją pracę wystawioną w części Hou Hanru - fajne miejsce w sumie pod schodami. Mówił o tej fladze już dawno i od razu się śmiałam, że "zapolemizuje" z Kieślowskim...I tak się w sumie stało... Za jego pracą pokazał nam skrzynie dziewczyny Hansa Ulricha Obrista, a potem poszliśmy oglądać inne rzeczy, głównie pracę video jakiejś artystki, która nakręciła azjatyckie dzieci na pięknym wybrzeżu, które bawią się w "Boga" i rozkazują innemu chłopcu; "a teraz umyj ręce, zerwij melona, zbieraj kwiatki, połóż się, śpij, zjedz te kawiatki" . Śmieszne, urocze i "dziecinnie" proste. Przemo dał nam foldery ze swej instalacji w Berlinie "Strangers in the night", która skończyła się miesiąc temu.

Adam zostawił nas - pewnie widział masy znajomych - i zaczęliśmy snucie pomiędzy "pawilonami" i pracami, nie kończące się, rozmamłane snucie, no bo jak to inaczej wszystko ogarnąć?...Minęliśmy Opałkę, ale ja go nie poznałam, to Przemo zwrócił uwagę. Zaczęłam robić zdjęcia - niestety telefonem, bo nie wzięłam aparatu - a okazało się, że można. Robiliśmy przystanki - na przykład usiedliśmy na jakiś przeklęcie żółtych schodach udekorowanych atrapami starodawnych rzeźb i zaczęliśmy rozmawiać o sztuce i Warszawie...O koteriach, spiskach, walkach, rywalizacjach - Paryż też z tego słynie. I że świat się kurczy, chociaż ciągle jest przepaść między Wschodem a Zachodem, między Polską a Paryżem.
I że jako artysta z Polski robi się zupełnie inaczej karierę niż jak się mieszka gdzieś indziej na Zachodzie. I że sztuka polska jest modna, trochę na zasadzie polskiego żubra (jak wódka żubrówka, którą "tam cały czas piją") - ja dodałam - polomena, dzikiego Wschodu. Nie ma płynnej łącznośći między byciem tam, a byciem tu. Tacy Francuzi w sumie robią wystawę o tym, że można nie być stąd, a i tak tu przynależeć. W Polsce niejednokrotnie musisz wybrać - zostałeś czy wyjechałeś, żeby podziały były ściślejsze. A jeśli mieszkasz na Zachodzie jesteś otoczony nimbem "świętości", jakiegoś lauru. Te podziały pozwalają sztucznie tkwić w jakimś przekonaniu, że na Zachód są drzwi, nie można się swobodnie przemieszczać. Stąd mit sukcesu na Zachodzie, bez wątpienia bywają godne podziwu sukcesy, ale często drobne osiągnięcia się wyolbrzymia. A prawdziwe sukcesy innych, spoza koterii, umniejsza... Brak nastawienia polemicznego i lęk przed dyskusją prawdziwą powodują, że prawdziwe systemy ewaluacji nie mogą się wykluć. I np. taki Foksal (Fundacja), który wyważa od 50 lat drzwi otwarte na Zachód...
I tak dalej i temu podobne i tak sobie gdybaliśmy ( w dużej mierze ja...) pośród tej żółci... I w sumie sama nie wiem czy to wszystko było powiedziane, czy mi się tylko to śniło...

No i właściwie o czym jest ta sztuka "francuska"?
Właśnie o niczym i dlatego jest francuska...

W powodzi tych wszystkich dzieł, potoku ludzi, zobaczyłam nagle tą niesamowitą kreatywną możliwość. Tworzenie jest niczym i niczemu jest konkretnie niepotrzebne, tworzenie się tworzy, tak jak myślenie się myśli, to sprawa "wyboru, pasji", zupełnie arbitralna. Nadmiar tej nadmiarowej siły, energia "rozkoszy" (ponad kapitalistyczna - choć istnieje za tym wszystkim rynek sztuki), kierunek, który nie jest jednolity. Poli-chaos, który jest po stronie tego jedynego istniejącego porządku, zanim jeszcze wszystko nazwiemy. Sztuka wspóczesna poza hermeneutyką, której ciągle w niej szukam(-y).

A może myślę tak z perspektywy Polski, gdzie sytuacja polityczna zmusza być bardziej dosłownym niż by się chciało. Za proste znaczenia...(A może mylę się w ogóle...Być może mylenie jest podstawą.)

Sztuka francuska jest oskarżana o to, że jest za bardzo dsykursywna...

Ciągle nie wiem jak nazywa się praca Adama...




Grand Palais - post scriptum | 0 komentarzy |
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.32 sekund