Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Język-matka a Mme Vigée-Lebrun

   

GeekLogW zeszłym tygodniu miałam referat (w ramach studiów doktoranckich) na ten właśnie temat "Langue-mere" ("Język-matka") na zajęciach z "Ecriture des filles" ("Pisarstwa córek") amerykańskiej teoretyczki feministycznej Peggy Kamuf, które odbywam w moim macierzystym departamencie Centrum Studiów Kobiecych (pierwszym w Europie założonym przez Helene Cixous w 1975 roku, do dzisiaj pozostającej na jego czele) na uniwersytecie Paryż 8. Pytanie brzmiało (przynajmniej tak rozwinęłam zadany temat): "Czy można zastąpić matkę przez język?" Z drobiazgowych analiz językowych na przykładzie francuskich powieści współczesnych Annie Ernaux i Pierette Fletiaux oraz arcydzieł już klasycznych "Dzieciństwa" Natalie Sarraute oraz opowiadania "Sido" Colette.... wyszło mi, że ...

(Swoją drogą ciekawe, że kobiety opisujące swą relację z matką nie mogą wejść w fikcję do końca ani wyjść poza biografię...Powstają nowe gatunki coś między świadectwem a fikcją (może właśnie "język" to jest ten nowy gatunek?...)...A Madame Vigée-Lebrun portretując się z cóką od razu odsyła nas do myślenia o Madonnie z dzieciątkiem...Zwykły portert staje się krytyką kultury, subwersywnym podważeniem jej "świętego" centrum...)




Pani Vigée-Lebrun z cóką (1786)

Pani Vigée-Lebrun z cóką (1789)



Sceny, w których matki radzą szukać zaspokojenia w języku cókom, które będą rozpaczać po ich śmierci (w przypadku ich silnego pozytywnego związku) to także zapisy narodzin pisarek..."Lepszych" klasowo, gdyż w wypadku dwóch pierwszych autorek ich matki pochodziły z klas niższych - więc awans społeczny, okupiony wyobcowaniem, był rodzajem radykalnej rewolty, podobnie pragnienie bycia bogatszą i pragnienie lepszego życia...U Sarraute najciekawsza jest scena, gdy mała Natasza jedzie pociągiem z Moskwy do Paryża, opuszczając matkę (która była Rosjanką) na zawsze po rozstaniu rodziców i "zabawia" się, oczywiście ze łzami w oczach, powtarzaniem dwóch słów - "solnce" po rosyjsku i "soleil" po francusku...W tym przypadku matka zostawia ją dobrowolnie, miłość córki jest bardziej rozpaczliwa...W wymowie rosyjskiej "l" znika, Natasza przygotowuje się do świata "bez l" czyli po francusku "sans el"...więc "sans elle", bez niej... Ale w obu przypadkach, by wymówić słowa trzeba użyć "języka", który a to dotyka podniebienia, a to lekko górnej wargi... W tym opisie język jako fonetyczny instrument jest fizycznie obecny w świecie "bez niej"...Tymczasem w opowiadaniu Colette jedną z najpiękniejszych jest nie tylko scena, w któej matka nazywa ją "swym dzielem, swym arcy-dziełem", ale także fragment, w któym nakazuje jej zmienić wstążkę i zawiązać ja "w stylu Vigée-Lebrun"...Jest to aluzja do najsłynniejszego portertu matki ze swą córką, pierwszej - jak się ją dziś nazywa (np. historyczka Michelle Perrot) -francuskiej malarki - pani Vigée-Lebrun...
A właściwie Marie Elisabeth Louise Vigée-Lebrun (1755 - 1842), portrecistki Marii-Antoniny, zainspirowanej myślą Rousseau i teoriami artystycznymi Diderota, nadającej swym bohaterom rysy sentymentalne, czasami czułostkowe i teatralne. Pod wpływem Davida po 1785 roku ubierała swych modelów w szaty antyczne. Różnicę widać na przykładzie dwóch słynnych jej portretów z jedyną cóką Julią...



A.Ernaux, Une femme, 1986
P.Fleutiaux, Courtes phrases, ma chérie, 2001
N.Sarraute, Enfance, 1983
Colette, Sido, 1929 (polskie tłumaczenie Krystyna Dolatowska w: Dom Klaudyny, Warszawa, 1988)

Język-matka a Mme Vigée-Lebrun | 0 komentarzy | >
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.32 sekund