Tuesday, May 09 2006 @ 01:44 AM CEST Autor: aa Odsłon: 75
W zeszłym tygodniu miałam
referat (w ramach studiów doktoranckich) na ten właśnie
temat "Langue-mere" ("Język-matka") na zajęciach z
"Ecriture des filles" ("Pisarstwa córek") amerykańskiej
teoretyczki feministycznej Peggy Kamuf, które odbywam w
moim macierzystym departamencie Centrum Studiów
Kobiecych (pierwszym w Europie założonym przez Helene
Cixous w 1975 roku, do dzisiaj pozostającej na jego
czele) na uniwersytecie Paryż 8. Pytanie brzmiało
(przynajmniej tak rozwinęłam zadany temat): "Czy można
zastąpić matkę przez język?" Z drobiazgowych analiz
językowych na przykładzie francuskich powieści
współczesnych Annie Ernaux i Pierette Fletiaux oraz
arcydzieł już klasycznych "Dzieciństwa" Natalie Sarraute
oraz opowiadania "Sido" Colette.... wyszło mi, że
...
(Swoją drogą ciekawe, że kobiety opisujące
swą relację z matką nie mogą wejść w fikcję do końca ani
wyjść poza biografię...Powstają nowe gatunki coś między
świadectwem a fikcją (może właśnie "język" to jest ten
nowy gatunek?...)...A Madame Vigée-Lebrun portretując
się z cóką od razu odsyła nas do myślenia o Madonnie z
dzieciątkiem...Zwykły portert staje się krytyką kultury,
subwersywnym podważeniem jej "świętego"
centrum...)
Pani Vigée-Lebrun z cóką
(1786)
Pani Vigée-Lebrun z cóką
(1789)
Sceny, w których matki radzą
szukać zaspokojenia w języku cókom, które będą rozpaczać
po ich śmierci (w przypadku ich silnego pozytywnego
związku) to także zapisy narodzin pisarek..."Lepszych"
klasowo, gdyż w wypadku dwóch pierwszych autorek ich
matki pochodziły z klas niższych - więc awans społeczny,
okupiony wyobcowaniem, był rodzajem radykalnej rewolty,
podobnie pragnienie bycia bogatszą i pragnienie lepszego
życia...U Sarraute najciekawsza jest scena, gdy mała
Natasza jedzie pociągiem z Moskwy do Paryża, opuszczając
matkę (która była Rosjanką) na zawsze po rozstaniu
rodziców i "zabawia" się, oczywiście ze łzami w oczach,
powtarzaniem dwóch słów - "solnce" po rosyjsku i
"soleil" po francusku...W tym przypadku matka zostawia
ją dobrowolnie, miłość córki jest bardziej
rozpaczliwa...W wymowie rosyjskiej "l" znika, Natasza
przygotowuje się do świata "bez l" czyli po francusku
"sans el"...więc "sans elle", bez niej... Ale w obu
przypadkach, by wymówić słowa trzeba użyć "języka",
który a to dotyka podniebienia, a to lekko górnej
wargi... W tym opisie język jako fonetyczny instrument
jest fizycznie obecny w świecie "bez niej"...Tymczasem w
opowiadaniu Colette jedną z najpiękniejszych jest nie
tylko scena, w któej matka nazywa ją "swym dzielem, swym
arcy-dziełem", ale także fragment, w któym nakazuje jej
zmienić wstążkę i zawiązać ja "w stylu
Vigée-Lebrun"...Jest to aluzja do najsłynniejszego
portertu matki ze swą córką, pierwszej - jak się ją dziś
nazywa (np. historyczka Michelle Perrot) -francuskiej
malarki - pani Vigée-Lebrun... A właściwie Marie
Elisabeth Louise Vigée-Lebrun (1755 - 1842),
portrecistki Marii-Antoniny, zainspirowanej myślą
Rousseau i teoriami artystycznymi Diderota, nadającej
swym bohaterom rysy sentymentalne, czasami czułostkowe i
teatralne. Pod wpływem Davida po 1785 roku ubierała
swych modelów w szaty antyczne. Różnicę widać na
przykładzie dwóch słynnych jej portretów z jedyną cóką
Julią...
A.Ernaux, Une femme,
1986 P.Fleutiaux, Courtes phrases, ma chérie,
2001 N.Sarraute, Enfance, 1983 Colette, Sido, 1929
(polskie tłumaczenie Krystyna Dolatowska w: Dom
Klaudyny, Warszawa, 1988)