Wednesday, April 19 2006 @ 04:58 PM CEST Autor: aa Odsłon:
141
Nie trudno było zauważyć w
czasie, gdy ostatnio byłam w Polsce (między 1 a 12
kwietnia), że i Warszawa jest na barykadach!!! Co kraj
to obyczaj! "Odyseja", nazwana tak przez wiernie, jak
nigdy, kibicującą "Gazetę Wyborczą", dotyczyła obrony
klubu "le Madame"... Jego właściciel nie płacił czynszu
i na mocy wyroku sądu klub eksmitowano... Spektakl
medialny trwał długo po zamknięciu lokalu i postanowiłam
to wykorzystać do wykonania zdjęcia niestety z "efektem
obcości", którego nie mogłam się pozbyć. Na pierwszym
towarzyszy mi artystka i mieszkanka Warszawy Anna
Baumgart również dystansująca się wobec całej akcji, a
na drugim występujemy razem z naszą antagonistką (i
prywatnie przyjaciółką) - obrończynią "le Madame", a
także liderką akcji "Ponton", propagującej potrzebę
edukacji seksualnej w szkołach, z Federacji na rzecz
Kobiet i Planowania Rodziny, Olą Józefowską (pierwsze
zdjęcie jej autorstwa, drugie jej przyjaciela). W tle
prezentacja Joanny Rajkowskiej dokumentująca powstanie
palmy stojącej w Alejach Jerozolimskich. Joanna jest
także autorką filmu "Le Ma!" z obrony klubu. Gorąco
wierzę w uzdrawiającą moc sztuki i zalety, jakie mogą
płynąć z tego filmu, przekraczające znaczenie problemu
samego klubu jednak...
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że coś w
tym wszystkim szwankuje...A całą sprawę można by zamknąć
brutalnie mówiąc w haśle "Brońmy naszej kanapy!" Owszem
możemy z niej tworzyć ważne rzeczy, jednak nawet w
obliczu kompromitacji sceny politycznej (i autorytarnych
sukcesów jej prawicowych przywódców...) trochę to
dziwne... Dostawałam histeryczne sms-y: "przyjdzcie
wreszcie!...", "policja właśnie nadjechała!...",
"przykuwamy się do kaloryferów!...", "wynoszą nas
ochroniarze!...". Pamiętnej ostatniej marcowej nocy
komornik wbił się wreszcie i dokonał zamachu na ostatni
- jak twierdzą niektórzy - bastion wolności w
Polsce... Obrona "le Madame" podzielła
wielu...Chętnych do studiowania jej krytyki odsyłam do
pesymistycznej analizy Anny Zawadzkiej "Rewolucje
kontrolowane", zamieszczonej na stronach http://www.feminoteka.pl/.
Oczywiście z punktu widzenia myślenia lewicowego akcja
ta wydaje sie niezwykle wątpliwa...Ekipa niezwykle
uroczego - przyznaję - Krytystiana Legierskiego ma w
końcu dwa nowe kluby a niepłacenie czynszu trudno uznać
za gest przemyślanego oporu... Zwłaszcza, gdy otwiera
się zupełnie wolnościowo (i nawet za pieniądze z Unii
Europejskiej...) nowe przybytki...Ale, próbowano mnie
przekonywać, "opozycja" może się zjednoczyć łatwiej
wokół "prawa do zabawy" lub szerzej w obronie ośrodka
kultury niż konretnego celu politycznego. Ta
argumentacja mnie dobija...Martwi mnie, że podobnie jak
w przypadku wpadki z przedrzeźnianiem Kazimiery Szczuki,
wszystkie te starcia toczą sie w polu walki całkowicie
kontrolowanym przez prawicę i na końcu muszą prowadzić
do jej triumfu... Dlaczego "Polska B" miałaby się
utożsamiać z walką wąskiej elity o klub nocny? Jego
program można odwtorzyć...Chyba, że chodziło by o
ideologizację jego obrony, ale z tą mimo wysiłków
krucho... Imponują zwarte szeregi uśmiechniętych do
kamer obrońców od Marcina Mellera, przez Krystynę Koftę,
Agnieszkę Arnold aż po Piotra Najsztuba i Jacka
Żakowskiego oraz inne osobistości...Ba! Widziano tam
także...Johna Malkovitcha (no cóż, Sharon Stone poparła
- dziś już ZWYCIĘSKICH paryskich studnetów - żyjemy
naprawdę w globalnej wiosce!!!)... Fascynuje mnie
sposób w jaki może zmutować się amalgamat różnych
dyskursów od feministycznego, przez libelarny po
"zielonych", a nawet przebrzmiały zdawało by się styl
etosu opozycyjnego - i nic z tego nie wynika! Jak
wspomniałam ponad tydzień po zamknięciu przez wrotami
klubu odbywały się różne "Dziady"...między innymi
monodram Joanny Szczepkowskiej. Nie tylko podczas niego
można było poczuć się jak w stanie wojennym!!! Tamta
tradycja uległa dziś rozdwojeniu na oficjalne -
"partyjne" - obchodzy śmierci papieża na placu
Piłsudskiego i "opozycyjne" palenie zniczy nieopodal na
Koźlej 12 w żałobie po klubie, który zgasł... Pokoleniu
"Jana Pawła II" odpowiada "pokolenie "le Madame"...Nawet
język i styl celebracji zostaje tu
zapożyczony... Uwielbiałam "le Madame". Ducha wolnej
prawdziwej komercji podszytej ideologiczną
nutką...Undergroundu parodiującego high-life...Dlatego
lament stylu jego obrony wydaje mi się groteskowy. Nie
lepiej było zapłacić czynsz miast urządzać nowe kluby?
Lub uczynić z jego niepłacenia gest ideologiczny,
wyrażony np. przez prawnika, przynjamniej od kiedy było
wiadomo, że nagonka na klub ma charakter polityczny?
(Ile to lokalów nie płaci czynszu...) Tymczasem praciwca
atakuje łatwe cele i odnosi sukcesy, zaś "obrońcy"
wolności się kompromitują. Konsolidacja szeregów
artystów, aktorów, intelektualistów, dziennikarzy i
publicystów, którzy nie potrafią się zaangażować w
obronie konkretniejszych politycznych i ideologicznych
celów jest przygnębiająca. Brak skutecznej strategii i w
ogóle konsekwentnego myślenia powoduje zagospodarowanie
(i wyczerpywanie...) potrzeby walki na coś tak jałowego
jak obrona "le Madame". No bo jak widzieć to inaczej niż
jako ośly pęd do obrony prawa do kanapy? Czego mają
nauczyć się studenci i młode pokolenia koczujące na
podłodze klubu? Czy przypadkiem nie jest tak, że poza
wszystkim drwi z nich po prostu jakiś epigonizm
niepodległościowego etosu? Huraaa! Nieważne jak,
dlaczego i po co! Kupą Mości Panowie! Całą parą w
gwizdek! I ze spokojnym sumieniem...
prelekcja Joanny
Rajkowskiej
Pierwszy z występów 2 kwietnia, można
go czytać jako "lament" niezwykle "romantyczny" w stylu
- duch opozycyjny ożył!...
Komentarze należą do osób,
które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich
treść.
Warszawskie barykady (:kupą Mości Panowie,
całą parą w gwizdek!)
Autor: Anonymous dnia Friday, April 28 2006 @ 10:10 PM
CEST
ale wlasciwie o co chodzi w tej
krytyce? ze lema zapozycza forme protestu od janopawlowiczow? ja sie
z tym zreszta zgadza, bardzo sluszne i ciekawe spostrzezenie! ale
jednak nie tylko o to chodzi... nadal dla mnie najciekawsze jest to
w jakich aklcjach pod jakimi haslami ludnosc (tegosrodowiskowa) sie
jenoczy - a pod jakimi ni ch..ja. niemniej tekst ciekawy;)