Blog Agaty Araszkiewicz Blog Agaty Araszkiewicz    

Art & Fashion

   

GeekLogKatedra, muzeum, butik mody - gdzie leży różnica? W paryskim snobistycznbym butiku "Colette" piętrzą się albumy o sztuce, a wśród nich album Cindy Sherman ubranej w ciuchy od Marc Jacobs, fotografującej się do spółki z fotografem mody Juergenem Tellerem. "Hetero-trash" jego zdjęć przeciwstawia się często "gejowskiemu szykowi" innego najważniejszego fotografa mody Tillmansa. W Hong-Kongu Chanel otwiera butik przypominający wielką globalną galerię sztuki. Sophia Coppolla kocha Marca Jacobsa (z którym sie fotografuje i występuje często w jego reklamach), Elfride Jelinek zaś, jak sama wyznała, kocha Issey Miyake...A sama Colette (która chyba ze snobistycznym butikiem nie ma wiele wspólnego prócz imienia...) mawiała, że "dobrze skrojona para butów liczy się tak samo, jak dobrze napisana powieść". Czy moda jest witryną sztuki współczesnej?




Jak napisałam, Paryż to miasto, w którym się ciągle błądzi (ale nie gubi nigdy!). Ostatnio po wyjściu z banku (doradca bankowy to jedna z najważniejszych postaci w paryskim zyciu) "zgubiłam" się w samym centrum miasta, w dzielnicy Opera i ..."trafiłam" do znanego i modnego butku "Colette". Pamiętacie, że bohater powieści Beigbedera "29,99", ów yuppie nowego wieku twierdził: "Jesteś nikim, jeśli w domu nie masz choć jednego gadżetu z "Colette"". Bardzo byłam ciekawa, co to może znaczyć. A są to przeważnie kiczowate plastikowe figurki w kształcie bohaterów japońskich manga...Butik ma 3 piętra: w podziemiu jest kawiarnia, na 1 piętrze autorskie zestawienia najmodnieszych (i najdroższych!) ciuchów z ostatnich kolekcji Marc Jacobs, Vivienne Westwood, Chloe, Burberry Prosorum, Dolce & Gabbana etc. (ale o tym swego czasu pisały już w Polsce "Elle" czy "Twój Styl"). Na parterze zaś znajduje się "gadżetownia": najprzeróżniejsze tanie obrzydlistwa przeplatane z biżuterią z diamentami pośród... stosów wielu albumów o sztuce. Właściwie jest to księgarnia poświęcona sztuce z uprzywilejowaniem oczywiście Andy Warhola i ruchu "Punk" (kto by pomyślał przed laty...). Znalazłam tam między innymi album Diango Hernandeza "Museum of Capitalism", który jest zreprodukowaniem stron ineternetowych wyszukiwarki google, pojawiających się na hasło "freedom" (zabawny, poczający i ciekawy eksperyment!). A także album amerykańskiej malarki Elisabeth Peyton z serią figuratywnych melancholijnych portertów jej przyjaciół - duża ilość "Piotra", jeden zreprodukowany na okładce - niektórzy twierdzą, że należy się w nich dopatrywać przyjaciela malarki Piotra Uklańskiego...Ale najciekawszym i najdziwniejszym trofeum jest album zatytyłowany "Ohne Titel" autorstwa Juergena Tellera, Cindy Sherman i ...Marca Jacobsa!...
Zadziwiający triumwirat! Fotograf mody, artystka-fotografka feministyczna i krytyczna oraz jeden z najsławniejszych współczesnych projektantów - światowa ikona designu! Album to absolutnie odjechana, cudaczna interpretacja ciuchów Jacobsa, które dwójka fotografów, słynąca ze swoich autoportretów, proponuje widzom. Drogie ciuchy wygladają już to jak znalezione na śmietniku względnie strychu lub jak archiwalne haute couture, a noszący je ludzie (para!) a to jak gwiazdy rocka a to odpadki cywilizacyjne...

Czy sztuka może bezkarnie flirtować z modą? Czy ta granica we współczesnym świecie się zatarła? 4 marca paryska Fondation Cartier pour l'art contemporain (Fundacja Cartier dla Rozwoju Sztuki Współczesnej, która ma w swoim credo pokazywać "malarstwo, video,design, fotografię i modę, czyli sztukę współczesną w otwartej globalnej wizji, bez żadnych uprzedzeń") otworzyła wystawę artystycznej fotografii Juergena Tellera (a w "Vougue'u" można podziwiać jego zdjęcia reklamowe dla najnowszej kolekcji Marca Jacobsa). Prześwietlone, źle wykadrowane, lecz niezwykle wypracowane ujęcia rosnących w "przerażającej ciszy" rachitycznych roślinek przykrytych wiecznym śniegiem z okolic Monachium, miejsca (skalanego przez nazizm) narodzin artysty przeplatają się z porażającymi normalnością, ale pięknymi zdjęciami nieładnej i półnagiej, bez makijażu Kate Moss w ciąży. Autoportret samego Tellera nagiego (np. robiącego kupę na śniegu) wisi na przecwiko wystudiowanej, nieco karykaturalnej twarzy Yves'a Saint Laurenta...Zdjęcia z podrózy do Japonii wymieszane są z ziemistymi wulwami z podziemych grot z okolic Norymbergi, z penisami skalnych stalagmitów...Ziemska, błotnista natura alternuje rzeczywistość kruchego luksusu, zawsze przesadzonego, zawsze wysadzonego z ram. O Tellerze mówi się, że fotografując modę fotografuje ludzi na skraju niebezpieczeństwa - na zdjęciach mody modelki są częściowo obnażone albo leżą przewrócone (widać tylko kawałek sukni i buty...), ale zachowują dziwną obecność. Isabelle Huppert, która obok Charlotte Rempling, innej znanej aktorki francuskiej, marzyła o pracy z Tellerem, mówi, że, gdy zacznie on robić zdjęcia (najczęściej w udziwnionych hotelowych pokojach) nie przestaje naciskać na aparat: osacza osobę fotografowaną rozbrajając jej własny spektakl, docierając poza jej własną kontrolę do mimiki i gestów niby prozaicznych, ale niecodziennych.
Tellera przeciwstawia się często innemu fotografowi Tilllmansowi, promowanemu przez wydawnictwo Taschen. Podczas, gdy przypisuje mu się postawę "gejowskiego szyku" Teller to "hetero-trash" (i dalej - wystudiowany hot contra prawda rozpuszczalna z proszku, przesadna powaga contra dyletancki humor).
Czy runął mur między świętym a profanem? Czy moda w postmodernistycznym świecie, gdzie nie ma działalności nie-komercyjnej, bo i tak ktoś musi za nią zapłacić, stanęła po tej samej stronie, co sztuka?
Marcowy numer najważniejszego francuskiego pisma o sztuce "Beaux-Arts" przynosi możliwą odpowiedź w postaci artykułu poświęconego ostatnio otwartemu butikowi Chanel w Hong-Kongu "Czy moda jest witryną dla współczesnej sztuki?". Jego architekt Peter Marino, pracujący dla najbardziej luksusowych marek świata, tworząc modernistyczny zgodnie z duchem Mademoiselle Coco sklep, zaprosił do współpracy artystów: Michal Rovner z Izraela (autorkę drgającej animacji video z obrazem w formie kratki pokazywanej także na zewnątrz sklepu pt. "Fale/tweed"), Vik Muniz ("Portret Mademoiselle Chanel z diamentów" będący fotografią tablicy stworzonej przy pomocy diamentowego pudru), Joseph Satshkevetch (z czarno-białym gigantycznym zdjęciem kamelli - kwiata fetyszu samej Coco) oraz Francuzów Jeana-Michela Othoniela (autora ogromnych instalacji "zewnętrznych korali" tym razem interpretującego nieśmiertelne perły Chanel ze szkła Murano) i parę Francois-Xavier i Claude Lallane znanych z rzeźb zwierząt(autorów drewnianej figury łani).
W artykule możemy przeczytać, że po okresie muzeów 1980-90 (np. ultranowoczesny budynek Fundacji Cartier z oszklonym parkiem od strony fasady autorstwa Jeana Nouvela powstał w 1984 roku) przyszedł czas na luksusowe sklepy - to one dzisiaj są promotorami architektonicznego designu, zwłaszcza, ale nie tylko, w Japonii. W Tokyo przewodnicy prowadzą zobaczyć jako najważniejsze atrakacje turystyczne butik Prady (autorstwa Herzog & De Meuron), sklep z biżuterią Hermesa (ze szklanych cegieł Piano) i lśniący budynek Diora (japońskich twórców) wraz z budynkiem "ekranem video" Chanel. Muzeum, katedra, butik mody. Gdzie leży różnica? Artyści twierdzą, że architekt "luksusu" Marino był dla nich jak najlepszy kurator, dysponujący dużymi środkami. Żadne muzeum na świecie nie było by w stanie wyprodukować tak ogromnych korali ze szkła Murano. Butik mody w miejscu, gdzie nie ma galerii i muzeów (jak w Hong-Kongu) spełnia rolę dotychczasowych "świątyń" sztuki. Czy do końca?
Myślę, że w Europie jest to niedaleka przyszlość. Już dzisiaj na Champsee-Elysee niezliczone rzesze turystów mogą podziwiać niezwykły mulimedialny wygląd niedawno wyremontowanego sklepu Louis Vuitton (w latach 80-tych plakaty reklamowe projektował dla niego sam Roman Cieślewicz), należącego do najbogatszej na rynku luksusu marki świata LVMH.

No cóż, Sophia Coppola kocha Marca Jacobsa (występuje często w jego reklamach), Elfriede Jelinek zaś, jak sama kiedyś wyznała, kocha Issey Miyake...A sama Colette (która chyba ze snobistycznym butikiem nie ma wiele wspólnego prócz imienia...) mawiała, że "dobrze skrojona para butów liczy się tak samo, jak dobrze napisana powieść".

Jednak to wszystko jest dosyć intrygujące...






Art & Fashion | 0 komentarzy |
Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
 Prawa Autorskie © 2007 Blog Agaty Araszkiewicz
 Wszelkie znaki handlowe i prawa autorskie należą do ich właścicieli.
Wersja Geeklog 
Strona wygenerowana w 0.32 sekund