Tuesday, March 14 2006 @ 10:19 PM CET Autor: aa Odsłon:
468
Katedra, muzeum, butik mody -
gdzie leży różnica? W paryskim snobistycznbym butiku
"Colette" piętrzą się albumy o sztuce, a wśród nich
album Cindy Sherman ubranej w ciuchy od Marc Jacobs,
fotografującej się do spółki z fotografem mody Juergenem
Tellerem. "Hetero-trash" jego zdjęć przeciwstawia się
często "gejowskiemu szykowi" innego najważniejszego
fotografa mody Tillmansa. W Hong-Kongu Chanel otwiera
butik przypominający wielką globalną galerię sztuki.
Sophia Coppolla kocha Marca Jacobsa (z którym sie
fotografuje i występuje często w jego reklamach),
Elfride Jelinek zaś, jak sama wyznała, kocha Issey
Miyake...A sama Colette (która chyba ze snobistycznym
butikiem nie ma wiele wspólnego prócz imienia...)
mawiała, że "dobrze skrojona para butów liczy się tak
samo, jak dobrze napisana powieść". Czy moda jest
witryną sztuki współczesnej?
Jak napisałam, Paryż to miasto, w
którym się ciągle błądzi (ale nie gubi nigdy!). Ostatnio
po wyjściu z banku (doradca bankowy to jedna z
najważniejszych postaci w paryskim zyciu) "zgubiłam" się
w samym centrum miasta, w dzielnicy Opera i
..."trafiłam" do znanego i modnego butku "Colette".
Pamiętacie, że bohater powieści Beigbedera "29,99", ów
yuppie nowego wieku twierdził: "Jesteś nikim, jeśli w
domu nie masz choć jednego gadżetu z "Colette"". Bardzo
byłam ciekawa, co to może znaczyć. A są to przeważnie
kiczowate plastikowe figurki w kształcie bohaterów
japońskich manga...Butik ma 3 piętra: w podziemiu jest
kawiarnia, na 1 piętrze autorskie zestawienia
najmodnieszych (i najdroższych!) ciuchów z ostatnich
kolekcji Marc Jacobs, Vivienne Westwood, Chloe, Burberry
Prosorum, Dolce & Gabbana etc. (ale o tym swego
czasu pisały już w Polsce "Elle" czy "Twój Styl"). Na
parterze zaś znajduje się "gadżetownia":
najprzeróżniejsze tanie obrzydlistwa przeplatane z
biżuterią z diamentami pośród... stosów wielu albumów o
sztuce. Właściwie jest to księgarnia poświęcona sztuce z
uprzywilejowaniem oczywiście Andy Warhola i ruchu "Punk"
(kto by pomyślał przed laty...). Znalazłam tam między
innymi album Diango Hernandeza "Museum of Capitalism",
który jest zreprodukowaniem stron ineternetowych
wyszukiwarki google, pojawiających się na hasło
"freedom" (zabawny, poczający i ciekawy eksperyment!). A
także album amerykańskiej malarki Elisabeth Peyton z
serią figuratywnych melancholijnych portertów jej
przyjaciół - duża ilość "Piotra", jeden zreprodukowany
na okładce - niektórzy twierdzą, że należy się w nich
dopatrywać przyjaciela malarki Piotra Uklańskiego...Ale
najciekawszym i najdziwniejszym trofeum jest album
zatytyłowany "Ohne Titel" autorstwa Juergena Tellera,
Cindy Sherman i ...Marca Jacobsa!... Zadziwiający
triumwirat! Fotograf mody, artystka-fotografka
feministyczna i krytyczna oraz jeden z najsławniejszych
współczesnych projektantów - światowa ikona designu!
Album to absolutnie odjechana, cudaczna interpretacja
ciuchów Jacobsa, które dwójka fotografów, słynąca ze
swoich autoportretów, proponuje widzom. Drogie ciuchy
wygladają już to jak znalezione na śmietniku względnie
strychu lub jak archiwalne haute couture, a noszący je
ludzie (para!) a to jak gwiazdy rocka a to odpadki
cywilizacyjne...
Czy sztuka może bezkarnie
flirtować z modą? Czy ta granica we współczesnym świecie
się zatarła? 4 marca paryska Fondation Cartier pour
l'art contemporain (Fundacja Cartier dla Rozwoju Sztuki
Współczesnej, która ma w swoim credo pokazywać
"malarstwo, video,design, fotografię i modę, czyli
sztukę współczesną w otwartej globalnej wizji, bez
żadnych uprzedzeń") otworzyła wystawę artystycznej
fotografii Juergena Tellera (a w "Vougue'u" można
podziwiać jego zdjęcia reklamowe dla najnowszej kolekcji
Marca Jacobsa). Prześwietlone, źle wykadrowane, lecz
niezwykle wypracowane ujęcia rosnących w "przerażającej
ciszy" rachitycznych roślinek przykrytych wiecznym
śniegiem z okolic Monachium, miejsca (skalanego przez
nazizm) narodzin artysty przeplatają się z porażającymi
normalnością, ale pięknymi zdjęciami nieładnej i
półnagiej, bez makijażu Kate Moss w ciąży. Autoportret
samego Tellera nagiego (np. robiącego kupę na śniegu)
wisi na przecwiko wystudiowanej, nieco karykaturalnej
twarzy Yves'a Saint Laurenta...Zdjęcia z podrózy do
Japonii wymieszane są z ziemistymi wulwami z podziemych
grot z okolic Norymbergi, z penisami skalnych
stalagmitów...Ziemska, błotnista natura alternuje
rzeczywistość kruchego luksusu, zawsze przesadzonego,
zawsze wysadzonego z ram. O Tellerze mówi się, że
fotografując modę fotografuje ludzi na skraju
niebezpieczeństwa - na zdjęciach mody modelki są
częściowo obnażone albo leżą przewrócone (widać tylko
kawałek sukni i buty...), ale zachowują dziwną obecność.
Isabelle Huppert, która obok Charlotte Rempling, innej
znanej aktorki francuskiej, marzyła o pracy z Tellerem,
mówi, że, gdy zacznie on robić zdjęcia (najczęściej w
udziwnionych hotelowych pokojach) nie przestaje naciskać
na aparat: osacza osobę fotografowaną rozbrajając jej
własny spektakl, docierając poza jej własną kontrolę do
mimiki i gestów niby prozaicznych, ale
niecodziennych. Tellera przeciwstawia się często
innemu fotografowi Tilllmansowi, promowanemu przez
wydawnictwo Taschen. Podczas, gdy przypisuje mu się
postawę "gejowskiego szyku" Teller to "hetero-trash" (i
dalej - wystudiowany hot contra prawda rozpuszczalna z
proszku, przesadna powaga contra dyletancki
humor). Czy runął mur między świętym a profanem? Czy
moda w postmodernistycznym świecie, gdzie nie ma
działalności nie-komercyjnej, bo i tak ktoś musi za nią
zapłacić, stanęła po tej samej stronie, co
sztuka? Marcowy numer najważniejszego francuskiego
pisma o sztuce "Beaux-Arts" przynosi możliwą odpowiedź w
postaci artykułu poświęconego ostatnio otwartemu
butikowi Chanel w Hong-Kongu "Czy moda jest witryną dla
współczesnej sztuki?". Jego architekt Peter Marino,
pracujący dla najbardziej luksusowych marek świata,
tworząc modernistyczny zgodnie z duchem Mademoiselle
Coco sklep, zaprosił do współpracy artystów: Michal
Rovner z Izraela (autorkę drgającej animacji video z
obrazem w formie kratki pokazywanej także na zewnątrz
sklepu pt. "Fale/tweed"), Vik Muniz ("Portret
Mademoiselle Chanel z diamentów" będący fotografią
tablicy stworzonej przy pomocy diamentowego pudru),
Joseph Satshkevetch (z czarno-białym gigantycznym
zdjęciem kamelli - kwiata fetyszu samej Coco) oraz
Francuzów Jeana-Michela Othoniela (autora ogromnych
instalacji "zewnętrznych korali" tym razem
interpretującego nieśmiertelne perły Chanel ze szkła
Murano) i parę Francois-Xavier i Claude Lallane znanych
z rzeźb zwierząt(autorów drewnianej figury łani). W
artykule możemy przeczytać, że po okresie muzeów 1980-90
(np. ultranowoczesny budynek Fundacji Cartier z
oszklonym parkiem od strony fasady autorstwa Jeana
Nouvela powstał w 1984 roku) przyszedł czas na luksusowe
sklepy - to one dzisiaj są promotorami
architektonicznego designu, zwłaszcza, ale nie tylko, w
Japonii. W Tokyo przewodnicy prowadzą zobaczyć jako
najważniejsze atrakacje turystyczne butik Prady
(autorstwa Herzog & De Meuron), sklep z biżuterią
Hermesa (ze szklanych cegieł Piano) i lśniący budynek
Diora (japońskich twórców) wraz z budynkiem "ekranem
video" Chanel. Muzeum, katedra, butik mody. Gdzie leży
różnica? Artyści twierdzą, że architekt "luksusu" Marino
był dla nich jak najlepszy kurator, dysponujący dużymi
środkami. Żadne muzeum na świecie nie było by w stanie
wyprodukować tak ogromnych korali ze szkła Murano. Butik
mody w miejscu, gdzie nie ma galerii i muzeów (jak w
Hong-Kongu) spełnia rolę dotychczasowych "świątyń"
sztuki. Czy do końca? Myślę, że w Europie jest to
niedaleka przyszlość. Już dzisiaj na Champsee-Elysee
niezliczone rzesze turystów mogą podziwiać niezwykły
mulimedialny wygląd niedawno wyremontowanego sklepu
Louis Vuitton (w latach 80-tych plakaty reklamowe
projektował dla niego sam Roman Cieślewicz), należącego
do najbogatszej na rynku luksusu marki świata
LVMH.
No cóż, Sophia Coppola kocha Marca Jacobsa
(występuje często w jego reklamach), Elfriede Jelinek
zaś, jak sama kiedyś wyznała, kocha Issey Miyake...A
sama Colette (która chyba ze snobistycznym butikiem nie
ma wiele wspólnego prócz imienia...) mawiała, że "dobrze
skrojona para butów liczy się tak samo, jak dobrze
napisana powieść".